Od początku lipca tego roku przeszczepy szpiku, trzustki i nerek finansuje NFZ, a nie - jak dotąd - Ministerstwo Zdrowia. Resort przestrzegał zasady, że przeszczepy dzieci powinny być wyceniane wyżej niż u dorosłych. A to dlatego, że jak tłumaczą pediatrzy, procedury u dzieci są bardziej skomplikowane, choćby dlatego, że do każdego najmniejszego zabiegu, jaki trzeba wykonać w związku z przeszczepem, dziecko wymaga pełnej narkozy. "A to oznacza konieczność opłacenia anestezjologa i leków do znieczulenia. Transplantacje u dzieci są o blisko 30 proc. kosztowniejsze niż u dorosłych" - mówi prof. Chybicka, kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku, Hematologii i Onkologii Dziecięcej Akademii Medycznej we Wrocławiu.

Reklama

>>>PO zaostrzy ustawę o przeszczepach?

Jednak NFZ postanowił co innego. I zrównał wyceny. "Przeszczepy nerki u dzieci zostały wycenione wyżej niż u dorosłych. Jednak w przypadku przeszczepienia komórek krwiotwórczych nie było podstaw do rozróżnienia wyceny procedur u dzieci i u dorosłych" - twierdzi Andrzej Troszyński z centrali NFZ.

Rocznie u dorosłych wykonuje się ok. 900 takich przeszczepów. U dzieci dziewięciokrotnie mniej. Teraz za każdy taki przeszczep szpitale dziecięce dostaną od 5 do 10 tys. zł mniej niż dotąd.

"To kwestia ujednolicenia systemu. Nikt nie powinien się czuć pokrzywdzony" - twierdzi wiceminister zdrowia Jakub Szulc. Specjaliści od leczenia dzieci są innego zdania."Obawiam się, że mogą być napięcia" - mówi Jerzy Kowalczyk, konsultant krajowy w dziedzinie hematologii i onkologii dziecięcej.

I wylicza: "Przeszczep od dawcy niespokrewnionego dotąd kosztował 247 tys. zł. Teraz zostało 240 tys. Jak duży to problem, okaże się na jesień, kiedy zaczną się pierwsze rozliczenia z Funduszem. Szpitale, które wykonują skomplikowane procedury, mogą mieć straty."

Takim ośrodkiem jest klinika prof. Chybickiej we Wrocławiu. Rocznie wykonuje się tu ok. 70 przeszczepów szpiku u dzieci. "Zaniżenie wycen o kilka tysięcy za każdy przeszczep oznaczałoby dla szpitala straty rzędu kilkuset tysięcy złotych. To są ogromne pieniądze. Część dzieci w ogóle nie będzie mogło mieć przeszczepów" - mówi wprost prof. Chybicka.

Prof. Kowalczyk przyznaje jednak, że tym razem nie zawinił Fundusz. "To nie była ich zła wola. Chodziło raczej o różnice zdań wśród samych lekarzy" - przyznaje prof. Kowalczyk.

Bo o zrównanie stawek za przeszczepy walczyli specjaliści od transplantologii dorosłych. Kiedy okazało się, że za ten sam zabieg szpital dla dorosłych ma otrzymać 45 tys., a dziecięcy 57 tys., podnieśli alarm. I NFZ posłuchał. Dzięki temu, że pieniądze na dzieci są mniejsze, na leczenie dorosłych pieniędzy jest więcej. "Wcześniejsze propozycje to był skandal. Dziecko, jak by na to nie patrzeć, jest mniejsze od dorosłego" - mówi prof. Wiesław Jędrzejczak, konsultant krajowy w dziedzinie hematologii.

"Argumentacja jest nieprawdziwa. Tak jak my nie wypowiadamy się o leczeniu dorosłych, tak o leczeniu dzieci Fundusz powinien rozmawiać z pediatrami" - nie daje za wygraną prof. Chybicka.