Przedstawicielki Kongresu Kobiet spotkały się już z marszałkami Sejmu i Senatu oraz szefami wszystkich klubów parlamentarnych. Jednak dopiero wczorajsze spotkanie z prezydentem wzbudziło u nich prawdziwy entuzjazm. - mówiła nam po spotkaniu prof. Zielińska. Lech Kaczyński zgłaszał tylko jedno zastrzeżenie. "Wątpliwość jest taka, czy podział miejsc na listach powinien być po połowie" - wyjaśnia prof. Zielińska.
>>>Posłowie nie chcą kobiet w Sejmie
Wcześniej podobne wątpliwości w rozmowie z DZIENNIKEIM wyrażała sekretarz stanu w kancelarii prezydenta Ewa Junczyk-Ziomecka. "Być może wystarczyłoby wprowadzić inne proporcje procentowe" - argumentowała Junczyk-Ziomecka. I tłumaczyła: " Uważają, że nie mają szans, żeby się przebić. Może więc właśnie parytety dodałyby im odwagi i uświadomiły, że szansę mają".
>>>Więcej kobiet w polityce? Już niedługo
Wprowadzenie parytetu to sztandarowy postulat Kongresu Kobiet. Jego działaczki nie kryły, że po spotkaniu z prezydentem wiele oczekują. - mówiła nam prezydent Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, Henryka Bochniarz.
Jutro przedstawicielki Kongresu Kobiet będą namawiać do idei parytetów szefa rządu Donalda Tuska.
- mówi tylko rzecznik rządu Paweł Graś. Wcześniej zdecydowane poparcie dla zagwarantowania kobietom połowy miejsc na listach wyborczych zadeklarował szef kancelarii premiera, Sławomir Nowak. Zwolennikiem takiego rozwiązania jest też szef klubu PO Zbigniew Chlebowski. Działaczki Kongresu Kobiet szukają politycznego poparcia dla idei parytetów w Polsce, ale zapowiadają już teraz, że same zgłoszą projekt odpowiedniej ustawy. Projekt będzie obywatelski, a to oznacza, że na jesień zaczną zbierać pod nim wymaganych 100 tys podpisów.
Parytety funkcjonują od lat w wielu krajach europejskich, m.in Słowenii, Hiszpanii, Szwecji, we Francji i w Anglii.
p
Bo powinna być równość. I nie zgadzam się, że sprawę załatwi zagwarantowanie kobietom np. trzydziestu procent miejsc na listach wyborczych. Powinno być pół na
pół.
Jakie wciąganie na siłę? To, że kobiety będą na listach, nie znaczy, że trzeba na nie głosować. Jeśli będę wiedziała, że od pani Malinowskiej lepszy jest pan Kowalski, to zagłosuję na
Kowalskiego. Proste. Ale wybór musi być.
Oczywiście. Mają dzieci, mężów, którymi też się muszą zajmować. Prawda jest taka, że kobiety są lepiej wykształcone od mężczyzn, a mimo to jest tak, że kiedy kobiecie coś się udaje,
to się mówi: No, coś takiego. Przecież jesteś tylko kobietą.
Jest tak, że przy układaniu list wyborczych to zawsze się kobiety wrzuca ewentualnie na przedostatnie miejsce. "Bo i tak się baba nie dostanie". Ja w wyborach startować nie
będę, ale oburza mnie, kiedy słyszę, że tak się traktuje kobiety.
A dlaczego nie? Jeśli ktoś zna panią Kowalską i wie, że jest to wykształcona i fajna babka i walczy o siebie i o innych, to pewnie by na nią zagłosował. Gdyby się tylko znalazła na
liście.
>>>Kwaśniewska składa hołd Krzywonos
Jasne. My jesteśmy bardziej gospodarne. To my prowadzimy domy. Wiemy, jak wydawać pieniądze. Niech pani zostawi jakiegoś mężczyznę na miesiąc samego w domu. Da mu pieniądze i piątkę
dzieci, żeby się nimi zajmował. Po tygodniu nie będzie już miał ani grosza, zapewniam panią! I zacznie pożyczać. Nie chcę wchodzić ze skrajności w skrajność, ale prawda jest taka, że
to kobiety potrafią zawsze związać koniec z końcem.
*Henryka Krzywonos, działaczka opozycji w okresie PRL