Nad projektem pracuje zespół pod kierownictwem ministra Michała Boniego, szefa doradców strategicznych premiera. Założenia nowelizacji ustawy o KRUS będą przedstawione jeszcze w tym roku.
>>>Polska wieś zawiązała sojusz z Paryżem
Obecnie do KRUS należy 1,5 miliona rolników. Ich ubezpieczenie emerytalno-rentowe jest w ponad 90 procentach dotowane przez państwo. W tym roku będzie to kosztowało rekordową kwotę ponad 16,44 miliarda złotych. Co ma się zmienić? Nowością byłoby uzależnienie składek od dochodów gospodarstwa. Projekt zakłada także swobodniejszy przepływ rolników z KRUS do ZUS.
>>>Lepper obiecuje po tysiącu za każdy spalony hektar
Jak zmiany wyglądałyby w praktyce? Kolejne 20 procent właścicieli średnich i dużych gospodarstw miałoby do wyboru, czy rozliczają się na podstawie dochodu, czy ryczałtu. Ryczałt oznaczałby mniejszą składkę, ale także niższą emeryturę.
To byłaby już kolejna ewolucyjna zmiana w KRUS. Całkiem niedawno, bo w marcu tego roku, Sejm znowelizował ustawę o KRUS. Uzależnił wysokość składki od liczby hektarów - im więcej ziemi ma rolnik, tym więcej płaci. Jednak płacone stawki są wciąż symboliczne - od około 70 złotych do 300 złotych miesięcznie. Dlatego politycy PO od początku twierdzili, że zmiany muszą być głębsze. Jak podkreślił, nie może być tak, że przedsiębiorca ucieka ze swymi ubezpieczeniami do ubezpieczeń rolniczych.
A co na zapowiedzi kolejnych zmian PSL, które do tej pory broniło KRUS przed zmianami? Marek Sawicki, minister rolnictwa, przyznaje, że system trzeba uszczelnić. Jak podkreśla, sam złożył propozycję uzależnienia składki od dochodów i czeka z niecierpliwością na efekty pracy rządowego zespołu. Jak dodaje, dotąd na zmiany nie zgadzał się minister finansów, który "od razu wszystkich rolników chciał wysłać do ZUS". - mówi Sawicki.
Ostrzega on jednak, że rolnicy nie są bogaci, więc reforma KRUS nie przyniesie gigantycznych oszczędności w budżecie państwa.