Oczywiście że się cieszę. Jeśli chodzi o wartość wzrostu gospodarczego, to wszyscy się cieszymy, że jest dodatnia. Warto o tym mówić i to pokazywać,
żeby wzbudzać zainteresowanie inwestorów, zachęcać ich do działalności gospodarczej w Polsce.
Jeśli chodzi o zatrudnienie, to w lipcu znowu wzrosło bezrobocie, chociaż z reguły w tym okresie nie ma takiego problemu, bo przecież są prace sezonowe. To jest wielkość, która budzi
niepokój. Ale to jest problem nie tylko u nas.
Nie znam dynamik wzrostu bezrobocia w innych krajach, a minister Rostowski mówi różne rzeczy. Na pewno poziom bezrobocia w Polsce jest wyższy niż w wielu innych krajach Unii Europejskiej.
Jeśli chodzi o dane, to nie. Zresztą to są dane Głównego Urzędu Statystycznego. Ale jeśli chodzi o pewne wypowiedzi rządu, to już się z nimi nie zgadzam. Rząd głównie prezentował
optymizm i wiarę. Jak na stawiane mu wymagania, to jednak trochę mało. Powinien zrobić więcej na rzecz przeciwdziałania kryzysowi.
Zastanówmy się przez chwilę, z czego ten wzrost gospodarczy wynika? Z jednej strony z poziomu eksportu. To wynika z kursu złotego. Eksport zwłaszcza w pierwszym półroczu miał się dobrze
dzięki osłabieniu kursu złotego. A jeszcze nie tak dawno minister Rostowski mówił, że głównym elementem walki z kryzysem będzie wejście do strefy euro i korytarza ERM2. A kto mówił, że
lepsza jest własna polityka monetarna? Tak więc poprawę eksportu uzyskaliśmy nie dlatego, że zostały zrealizowane założenia ministra Rostowskiego, ale dlatego, że nie zostały one
zrealizowane. Drugi element, to podtrzymanie decyzji PiS o obniżeniu podatków i potem decyzja o ich nie podnoszeniu.
Polska gospodarka okazała się relatywnie odporna na zjawiska kryzysowe, dzięki dobrym podstawom gospodarki wypracowanym w poprzednich latach i dzięki temu, że nie udało się zrealizować
podejmowanych pochopnie decyzji tego rządu, takich jak np. usztywnienie kursu euro.