Kania był politykiem o całe pokolenie młodszym od Gomułki. Wywodził się ze wsi, z tego samego powiatu co on. W latach sześćdziesiątych piął się po szczeblach partyjnych w WKW, a następnie w KC. Związany był z Moczarem, z którym do czasu sympatyzował w grudniu 1970.

Gdy jednak okazało się, że Moskwa w obawie przed polskim Ceausescu nie zaakceptuje go nigdy na stolcu sekretarskim, zmienił orientację i pojechał wraz z Franciszkiem Szlachcicem do Gierka, aby go namówić do sięgnięcia po buławę sekretarską. Ten ostatni w czasie spotkania kluczył i nie chciał potwierdzić swych ambicji. Kania przestraszony perspektywą rewanżu Gomułki dwoił się i troił... Gdy Gierek sięgnął po władzę, odwdzięczył się mu stanowiskiem sekretarza KC. Nigdy nie sądził, że ten nieefektowny polityk stanie się jego rywalem.

Dopełniał się z Jaruzelskim
Kania był bardzo zręczny i niepozorny, przypominał chłopka-roztropka. Gdy np. Edward Babiuch zaczął robić błyskotliwą karierę, chętnie kopał w jego ogródku i był mu wyręką. Siła Kani brała się jednak ze związku z generałem Wojciechem Jaruzelskim. Obaj ci politycy utworzyli polityczny tandem i wzajemnie się wspierali. Kania uznawał intelektualną wyższość generała, a Jaruzelski cenił jego obrotność i pracowitość.

Obaj zabiegali o świetne stosunki z Moskwą. W drugiej połowie lat siedemdziesiątych mieli m.in. znakomite relacje z generałem Pawłowem. Był on niechętnym Gierkowi rezydentem KGB i zaufanym Andropowa.

W meldunkach ostrzegał Moskwę przed zgubną polityką Gierka zbliżania Polski z Zachodem. W swej książce po latach napisał: (...) "główne idee i koncepcje Jaruzelskiego, oprócz tych, które dotyczyły wojska, wcielał w życie jego zwolennik i wierny sojusznik w partyjnym kierownictwie Stanisław Kania. (...)"

Pozostając Polakiem, Kania uważał, że Polska powinna w tej wspólnocie odgrywać czołową rolę zaraz po Związku Radzieckim. Próby zmiany polityki zagranicznej na bardziej prozachodnią podejmowali nie tylko poszczególni członkowie polskiego kierownictwa, ale i sam pierwszy sekretarz. (...) Kania był jak czujny strażnik - uważnie śledził takie próby i natychmiast sygnalizował o nich swemu patronowi - Jaruzelskiemu. Wspólnie z Jaruzelskim ustalali plan przeciwdziałania...”.

Jaruzelski i Gierek pod koniec lat siedemdziesiątych utworzyli nieformalną frakcję w KC. Rywalizowali z premierem Babiuchem i z sekretarzem KC Łukaszewiczem. Po usunięciu tych dwóch z kierownictwa partii w sierpniu 1980 r. logiczny był we wrześniu wybór Kani na stanowisko pierwszego sekretarza. Miał on pełne poparcie Pawłowa, a także Andropowa.

Moskwa stawia żądania
W okresie tak zwanego festiwalu "Solidarności" lat 1980–81 tak Kania, jak i premier Jaruzelski byli poddani nieustającej presji Kremla. Wymagano od nich załatwienia problemu "Solidarności" polskimi rękami. Kania nie wierzył w skuteczność stanu wojennego.

Presję na niego w tej sprawie wywierał z jednej strony ambasador Abrasimow, z drugiej Pawłow, a z Moskwy telefonicznie Andropow i Breżniew. Częste wizyty ambasadora radzieckiego w KC były dla Kani wiosną i latem 1981 istnym koszmarem. Bronił się przed nimi, udając niedyspozycję...

W tym okresie Moskwa uruchomiła w formie nacisku wewnętrznego na Kanię i Jaruzelskiego tak zwanych towarzyszy twardogłowych. Zgrupowali się oni wokół Olszowskiego, Żabińskiego i Grabskiego. Ich ekspozyturą było m.in. Stowarzyszenie Grunwald.

Dodatkowym elementem nacisku na Polskę był czerwcowy list Biura Politycznego KC KPZR zaadresowany do Komitetu Centralnego PZPR. Kreml obawiał się nadzwyczajnego zjazdu partii.

Breżniew podejrzewał, że może powtórzyć się wariant praski z 1968 roku, czyli bunt partii. Tylko on stanowił śmiertelne zagrożenie dla władzy Moskwy. Ale w Warszawie podobne niebezpieczeństwo oddalało jednak zaangażowanie armii i jej generałów po stronie pewnego z punktu widzenia Moskwy Jaruzelskiego. Te względy chyba przeważyły, że Kreml wstrzymał się z ingerencją zbrojną w Polsce. Postanowiono, że Polacy sami wypiją nawarzone przez siebie piwo.

Zużyty do zmiany
Stąd wzięła się skuteczna taktyka władz na zmęczenie społeczeństwa. Jesienią 1981 tak dla Kremla, jak i generałów było jasne, że Kania się zużył i stanowi balast dla partii. Nie jest popularny, a jako przywódca jest niezdecydowany.

Dlatego dwa miesiące po zjeździe zmuszono go do ustąpienia. Jego następcą został serdeczny przyjaciel - generał Wojciech Jaruzelski. Zmiany tej ich przyjaźń nie wytrzymała. Natomiast generał do funkcji premiera i ministra obrony narodowej dodał jeszcze posadę w krajach moskiewskich najważniejszą - pierwszego sekretarza partii. Zmierzch Kani zwiastował erę bonapartyzmu komunistycznego.

Artykuł powstał na podstawie przygotowywanej przez Janusza Rolickiego książki „Poczet pierwszych sekretarzy” - sponsorowanej przez PHZ Baltona SA - która ukaże się w przyszłym roku.

Artykuł powstał na podstawie przygotowywanej przez Janusza Rolickiego książki „Poczet pierwszych sekretarzy” - sponsorowanej przez PHZ Baltona SA - która ukaże się w przyszłym roku.