Dziennik Gazeta Prawana logo

Ujawniamy, co prezydent mówił posłom w Pałacu

19 marca 2008, 00:16
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Ile kosztuje nas kancelaria prezydenta
Ile kosztuje nas kancelaria prezydenta/Inne
Prezydent zebrał nas, by zakomunikować nam swoją decyzję, którą podjął wcześniej - tak uczestnicy mówią o poniedziałkowym spotkaniu w Pałacu Prezydenckim. DZIENNIK zrekonstruował przebieg rozmowy. Poza zapowiedzią złożenia własnego projektu ustawy ratyfikacyjnej Lech Kaczyński zganił także Przemysława Gosiewskiego z PiS. Za to, że nie przyszedł na rozmowę do marszałka Sejmu.

Poniedziałkowe spotkanie w Pałacu Prezydenckim na temat ratyfikacji traktatu lizbońskiego zwołano w nagłym trybie. Szefowie klubów parlamentarnych dowiedzieli sie o nim z nieco ponadgodzinnym wyprzedzeniem. "Prezydent był odprężony i pewny siebie. Widać było, że decyzję podjął już wcześniej, a nas jedynie o tym infomuje" - opowiada jeden z uczestników spotkania.

O godz. 19 w pałacu na parlamentarzystów czekał Lech Kaczyński w towarzystwie szefowej kancelarii Anny Fotygi, która nie miała jednak okazji, by zabrać głos.

Głównym bohaterem był Lech Kaczyński, który zaskoczył swoich gości zapowiedzią zgłoszenia własnego projektu ustawy ratyfikacyjnej. By uzasadnić swoje zdanie, opowiadał o przebiegu negocjacji traktatowych i naciskach ze strony dużych państw unijnych. "Sarkozy i Merkel podskoczyli na szczycie do sufitu, kiedy usłyszeli o naszych wątpliwościach. Traktat nie jest zadowalający i tym bardziej trzeba zabezpieczyć nasze interesy" - przekonywał prezydent, broniąc własnego projektu ustawy.

Szefowie klubów nie kryli wątpliwości. Zbigniew Chlebowski z PO mówił, że Platforma dopuszcza jedynie uchwałę z zastrzeżeniami PiS i jest to granica kompromisu. Szef klubu PSL Stanisław Żelichowski pytał, co się zmieniło od negocjacji traktatowych, że prezydent widzi potrzebę dodatkowych zabezpieczeń. Natomiast Wojciech Olejniczak dopytywał Lecha Kaczyńskiego, przed kim chce się zabezpieczać.

Prezydent odpowiedział na to, powtarzając dwukrotnie: jeśli ustawa ratyfikacyjna nie spełni jego wymagań, to jej nie podpisze. "Prezydent ma mandat demokratyczny i nie można go pomijać w procesie ratyfikacji" - przestrzegał. Przy okazji skrytykował szefa klubu PiS Przemysława Gosiewskiego za to, że nie stawił się na spotkanie u marszałka Sejmu poświęcone kompromisowi w sprawie ustawy. Gosiewski przyjął te uwagi w milczeniu.

Co chce osiągnąć prezydent? Zdaniem politologa dr. Marka Migalskiego Lech Kaczyński gra na czas, by umożliwić znalezienie porozumienia w sprawie ustawy i załatwienie ratyfikacji przez parlament. "PiS nie chce referendum i szuka wyjścia, które pozwoli mu wyjść z twarzą z tej sytuacji, a strategia prezydenta może to ułatwić" - uważa politolog.

Strategia ta już przynosi rezultaty, bo nawet ci posłowie PiS, którzy rozważali wyłamanie się z dyscypliny i głosowanie za traktatem, zrozumieli, że może się to okazać daremnym gestem. Nawet jeśli parlament ustawę przyjmie, prezydent może traktatu nie ratyfikować. Z tego argumentu skwapliwie skorzystał prezes PiS i wczoraj rano odbył rozmowy z szóstką swoich posłów podejrzewanych o chęć złamania dyscypliny.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj