Bardzo podobne notowania miał na początku 2005 r., a jesienią został prezydentem. Teraz do wyborów mamy dwa lata. Wtedy rozpoczęliśmy kampanię na pół roku przed
wyborami. Sądzę, że i tym razem przed 2010 r. właściwa kampania się nie zacznie.
Nie jestem hipokrytą. Obecny prezydent i obecny premier walczyli ze sobą w 2005 r. o prezydenturę, a Donald Tusk długo prowadził w tym wyścigu i mocno przeżył porażkę. Dlatego dzisiaj
zachowuje się irracjonalnie: poświęca urząd premiera na ołtarzu przyszłej kampanii prezydenckiej. A jeżeli nie ma zamiaru kandydować, to nie powinien prezydenta prowokować. A tak robi i w
sprawie szczytu, i posiedzenia Rady Gabinetowej czy też nie uzgadniając z nim kluczowych reform.
Był aktywny, szczególnie podczas roboczej kolacji.
Taki szczyt jest okazją do wielu krótkich, ale ważnych spotkań, i prezydent takie spotkania odbył. Zabierał głos w sprawie relacji UE - Rosja. To przecież prezydent miał rację w sprawie
stosunków z Moskwą, a nie premier, który pojechał tam umizgiwać się do Władimira Putina. Kilka miesięcy później ten pokazał swoją prawdziwą twarz, atakując Gruzję. Prezydent miał
więc prawo nie do końca ufać premierowi w tych sprawach i wolał być na miejscu.
Mamy też szczyt NATO. Uważam, że na obu Polska mogłaby być reprezentowana tak przez prezydenta, jak i premiera. Bo to będą bardzo ważne szczyty. NATO ze względu na decyzje w sprawie Gruzji i
Ukrainy. A unijny będzie o klimacie, ale i traktacie lizbońskim. Premier Irlandii ma tam przedstawić swój pomysł na wyjście z impasu. Lech Kaczyński powinien przy tym być.
Prezydent Francji jest zainteresowany swoim osobistym sukcesem w tej sprawie. Ale jestem sceptyczny, czy uda mu się go osiągnąć. Wielu euroentuzjastycznych polityków unijnych mówi nawet, że
być może traktat wejdzie w życie dopiero przy kolejnych wyborach do Parlamentu Europejskiego, a więc w 2014 r. Sarkozy jest postacią charyzmatyczną i uroczą, ale wątpię, by w kilka godzin
przekonał prezydenta do swojej wizji.
Poglądy prezydenta Klausa na UE są powszechnie znane. Skądinąd, to będzie bardzo ciekawa prezydencja (śmiech). Ale problem nie leży po stronie Czech, tylko Irlandii. To Irlandia musi
samodzielnie podjąć decyzję o ewentualnym ponownym referendum. Groźby pod jej adresem jedynie pogarszają sytuację.
To by oznaczało, że Donald Tusk jest nastawiony na konfrontację z prezydentem przez najbliższe dwa lata. Ale mam nadzieję, że w ostatni weekend wypoczął, zrelaksował się, pograł w piłkę
i zmienił nastawienie.
Lech Kaczyński nie chce wetować ustaw za wszelką cenę. Jest gotowy na wiele kompromisów. A tam, gdzie o nie trudno, jakimś rozwiązaniem jest odwołanie się do woli społeczeństwa. Stąd
propozycja referendum w sprawie prywatyzacji szpitali.
Kluczem jest powrót PO do obietnic, które składała przed wyborami.
Dokładnie tak.
Na pewno będzie łatwiej o kompromis. Ale ta reforma to nie tylko prywatyzacja szpitali.
Bo PO głosiła w kampanii, że jest przeciwna prywatyzacji służby zdrowia. Podnieśliśmy wtedy tę sprawę, bo w ich programie z początku 2007 r. to było, a w wyborczym już nie. Jednak
przegraliśmy z PO przed sądem w trybie wyborczym. Tymczasem okazuje się, że Platforma oszukała wyborców. W dodatku prze do tej reformy wbrew wszystkim: prezydentowi, lewicy, zdecydowanej
większości Polaków, a w ostatnich godzinach traci nawet poparcie koalicjanta. A jeszcze trzeba wspomnieć o podejrzanym trybie prac nad tymi ustawami.
Przegrała jego koncepcja. To normalne w każdej partii.
W ciągu ośmiu lat istnienia PiS bardzo wiele jego pomysłów było przyjmowanych.
Nie zgłaszał ich na forum władz, a jedynie informował o ich istnieniu opinię publiczną.
Na posiedzenia klubu przychodził. Poza tym utrzymuje dobre relacje z kilkoma członkami władz i mógł im je przekazać.
Trudno powiedzieć. Wszyscy widzą, że sprawy zaszły już za daleko. Ten spór obiektywnie szkodzi PiS.
Trudne pytanie. Powoli wychodzimy z kryzysu, w jaki wpadliśmy, oddając władzę. Nie mamy żadnej konkurencji w opozycji. Jesteśmy coraz silniejsi. Najgorsze już za nami.
W listopadzie są obchody 90-lecia niepodległości, w grudniu święta, stąd styczeń. A to ważny kongres, bo chcemy wrócić do władzy jako najlepiej przygotowana do rządzenia po 1989 r.
partia. Wierzę w to, że w 2011 r. prezydentem będzie nadal Lech Kaczyński, a na fotel premiera wróci Jarosław Kaczyński.
*Adam Bielan, rzecznik PiS i wiceszef europarlamentu