: Temat jest przedmiotem troski nie tylko polskiej delegacji. Wielu przywódców zastanawia się, czy strefa euro nie stanie się takim odrębnym, zinstytucjonalizowanym klubem
państw. My bardzo jasno i twardo stawiamy sprawę - Unia Europejska nie potrzebuje nowych instytucji. Ona tylko potrzebuje, aby te stare instytucje, które mamy zapisane w traktacie, stały się
sprawniejsze. A w szczególności Komisja Europejska. Wydaje mi się, że ten polski punkt widzenia jest podzielany przez większość państw. Nie sądzę, aby presja francuska przyniosła
rezultaty. Polityczna równość państw, niezależnie od tego, czy należą do strefy euro, czy nie - musi być zasadą respektowaną.
Lepiej nie wywołujmy wilka z lasu. W żadnym wypadku nie chce stawiać Hiszpanii w grupie państw, które potrzebują natychmiastowej pomocy. Oczywiście jest pytanie o ciężary finansowe, jakie
poszczególne kraje będą w tym przypadku ponosiły. Zadeklarowaliśmy gotowość do uczestniczenia w solidarnej akcji europejskiej w razie potrzeby.
Polska jest bardzo zainteresowana tym, aby dyscyplina budżetowa była równo rozłożona między kraje europejskie. Jesteśmy przecież jednym z najbardziej zdyscyplinowanych państw UE, jeśli
chodzi o budżet. Nasze zapisy konstytucyjne należą do najostrzejszych w Unii Europejskiej. To jest dobry przykład dla innych państw, aby i one wzmocniły dyscyplinę budżetową. Na zaostrzeniu
kontroli europejskiej Polska może tylko skorzystać. Ale wszędzie jest też potrzebny zdrowy rozsądek. Jak zaleca traktat lizboński: musimy wyważyć kompetencje rządów i parlamentów krajowych
oraz instytucji europejskich. Na pewno to, czego potrzebuje dziś Europa, do trochę więcej zdyscyplinowania, więcej wiary w to, że nasze europejskie instytucje mogą być skuteczne w
przełamywaniu kryzysu i mogą być partnerami na G20. Uważam, że w tym punkcie rola Komisji Europejskiej powinna być rozstrzygająca.
Sama idea, aby banki i instytucje finansowe brały na siebie odpowiedzialność za efekty kryzysów, które czasami same wywołują, jest sensowna.
* Donald Tusk, premier RP