"W żadnym razie nie widzę możliwości współpracy z osobami, które dopuściłyby się takich czynów" - zapowiedział szef rządu w "Sygnałach Dnia". "Jeżeli prokurator uzna, że jest podstawa do postawienia zarzutów, to wtedy z mojego punktu widzenia sprawa jest jasna" - dodał. Komunikat jest jasny: dla seksaferzystów nie ma miejsca w rządzie.

Premier nie ukrywa, że pilnie zależy mu na poznaniu prawdy. "Wczoraj spotkałem się w tej sprawie z prokuratorem krajowym i prosiłem o szybkie wyjaśnienie" - powiedział.

Sprawa jest bulwersująca. Aneta K., była radna łódzkiego sejmiku i szefowa biura poselskiego Stanisława Łyżwińskiego, oskarżyła tego ostatniego oraz Andrzeja Leppera o wykorzystywanie seksualne. Twierdzi, że Łyżwiński nie dość, że zmuszał ją do seksu, to jeszcze jest ojcem jej 3,5-letniej córeczki.

"Nigdy oficjalnie się do niej nie przyznał, chciał, żeby zataić całą sprawę" - mówiła zapłakana Aneta K. w rozmowie z DZIENNIKIEM. "Nigdy nie łożył na dziecko pieniędzy. Twierdził, że dzięki niemu zostałam radną sejmiku i dietę mam traktować jak alimenty. Ale teraz zostałam na lodzie. W ubiegły czwartek złożyłam w sądzie wniosek o ustalenie ojcostwa" - dodała.

Sprawę wykorzystywania seksualnego Anety K. bada już łódzka prokuratura.