"Chcę załatwić wiele drobnych rzeczy, żeby w mieście żyło się łatwiej na co dzień" - mówi DZIENNIKOWI Hanna Gronkiewicz-Waltz, pierwsza kobieta - prezydent stolicy.
Jakub Chełmiński, Marcin Przewoźniak: Zacznijmy świątecznie: chodzi pani na pasterkę?
Hanna Gronkiewicz-Waltz: Przez całe lata chodziłam, ale od kilku lat oglądam pasterkę z Rzymu z udziałem Ojca Świętego.
A wygłosi pani jakieś orędzie do warszawiaków?
Zostawmy to prymasowi i prezydentowi kraju. Wolę spotkania żywe, człowiek z człowiekiem, twarzą w twarz.
Czyli spotkania z mieszkańcami w Ratuszu zapoczątkowane przez Kazimierza Marcinkiewicza zostaną utrzymane?
Zdecydowanie tak. Mój pierwszy taki dyżur przeciągnął się na trzy godziny. Ludzie przychodzą z wieloma sprawami...
Taką ważną i niezałatwioną sprawą jest choćby gehenna mieszkańców domu przy ul. Bednarskiej 25, którzy mieszkają od kilku miesięcy bez centralnego ogrzewania, bez gazu, prądu i ciepłej wody.
To jest bardzo skomplikowana sytuacja. W latach 90. sprzedano tę nieruchomość i tam były pewne nieprawidłowości. Sama podpisałam wniosek do prokuratury w tej sprawie. Lokatorzy tego domu muszą złożyć w biurze polityki lokalowej oświadczenie, że nie mają innych mieszkań, wtedy mogą liczyć na mieszkania zastępcze. Myślę także, że należy zbadać podpisaną wtedy umowę, czy podmiot, który odkupił kamienicę od miasta, dotrzymuje warunków i zobowiązań, jakie na siebie przyjął. Jeśli umowa nie jest dotrzymywana, miasto może nawet przejąć tę kamienicę z powrotem. Postaramy się sprawę jednoznacznie zakończyć.
Przy okazji spraw własnościowych: zgłaszają się kolejni spadkobiercy osób poszkodowanych przez dekret Bieruta. Część nieruchomości miasto zdążyło już z zyskiem sprzedać, tak się stało z zajezdnią przy ul. Chełmskiej. Jak pani chce wybrnąć z tego kłopotu?
W takich sytuacjach będą wypłacane odszkodowania obciążające Skarb Państwa. Do tej pory uważano, że to miasto musi je wypłacać, ale teraz jest już jasne orzeczenie Sądu Najwyższego, wskazujące na państwo jako płatnika. Miasto musi żyć i się rozwijać. Dlatego te tereny nie mogą leżeć odłogiem.
Czy takie nieruchomości będą teraz szybko sprzedawane, skoro i tak odszkodowania płaci rząd, a nie miasto Warszawa?
Nie. Byłoby to postępowanie w złej wierze, odszkodowania byłyby wtedy naprawdę wielkie, a ja nie chciałabym przysparzać kłopotów budżetowi państwa. Nie możemy pozwalać sobie na działanie w złej woli. Jednak w ostatnich latach zgłoszono już większość roszczeń. Sytuacje, gdy spadkobiercy ujawniają się dopiero po sprzedaży nieruchomości, są niezwykle rzadkie. Gdyby była stosowna ustawa o gruntach warszawskich, można by było to uciąć. Projekt tego aktu prawnego był przygotowywany, ale utknął w Ministerstwie Skarbu. Dlatego sądzę, że albo poczekamy na decyzję Sejmu, albo przyjmiemy specjalną uchwałę Rady Warszawy, by umożliwić jak najtańszy wykup tych nieruchomości przez właścicieli.
Czy to względy własnościowe zdecydowały, że urzęduje pani przy placu Bankowym, a nie w Pałacu Branickich przy ul. Miodowej?
Tak. Jako prezydent wolę urzędować w gmachu, do którego nikt nie zgłasza żadnych roszczeń. Sprawa Pałacu Branickich jest w tej chwili rozpatrywana przez Najwyższy Sąd Administracyjny i jeśli jego orzeczenie będzie takie, by obiekt wrócił do spadkobierców, uszanuję tę decyzję.
Jeśli pałac przy ul. Miodowej trzeba będzie oddać, to wróci sprawa nowego ratusza. Czy ma pani pomysł, gdzie go wybudować lub urządzić?
Będziemy w tej sprawie robić burzę mózgów. Wydaje mi się, że najodpowiedniejszym rozwiązaniem jest zaadaptowanie na ratusz Pałacu Kultury. Pozostaje oczywiście do rozwiązania kwestia ogromnych korytarzy, których ogrzanie i utrzymanie jest zbyt drogie. Sprawdzimy, ile by kosztowało wykorzystanie tych przestrzeni i zrobienie biur typu open space (duże otwarte pomieszczenie dla pracowników zamiast osobnych pokoi). Drzwi znajdowałyby się już przy windach, a dalej cała powierzchnia byłaby wykorzystana. Budowę nowego ratusza biorę pod uwagę, tylko jeśli znajdzie się na ten cel miejska działka w Śródmieściu. Ale w pierwszej kolejności stawiam na Pałac Kultury.
Open space w miejskich biurach to prawdziwa likwidacja gabinetów. Czy ma to być zabieg zwiększający przejrzystość urzędu?
Właśnie w tym celu kilkadziesiąt lat temu wymyślono takie zagospodarowanie wnętrz. Na pewno byłby to szok kulturowy dla wielu urzędników, ale można się do takiego rozwiązania przyzwyczaić. Oczywiście osoby na kierowniczych stanowiskach muszą mieć swoje pomieszczenia, co jest związane choćby z procedurami bezpieczeństwa informacji.
Skoro już jesteśmy przy przejrzystości – kiedy będzie wprowadzony obiecany w pani kampanii wyborczej kodeks etyczny urzędnika?
Tak szybko, jak tylko się da. Na razie rozwiązujemy tzw. palące problemy – kwestię Portu Żerańskiego czy mostu Północnego i o tym rozmawiamy na spotkaniach z wiceprezydentami. Ostatnio musiałam podpisać trzy tysiące pełnomocnictw dla urzędników. Robiłam to do późna w nocy.
Obiecywała pani przekazanie większej władzy dzielnicom. Tymczasem mamy sygnały od burmistrzów, że pełnomocnictwa są dokładnie takie same jak za rządów Lecha Kaczyńskiego i Kazimierza Marcinkiewicza. Czy tak już zostanie?
Są takie same, bo inne wymagałyby zmiany regulaminu. Szersze kompetencje będą ustalone w statucie miasta. Ten zaś będzie powstawał po zasięgnięciu opinii różnych stron, także władz dzielnic.
W pani programie wyborczym znalazło się po kilkadziesiąt obietnic dla każdej dzielnicy. Czy o tych budowach, remontach, rewitalizacjach będą decydować dzielnice, czy też decyzje zapadać będą tu, w Ratuszu?
Gdy powołamy wszystkich burmistrzów, zapytamy ich o opinię. Raczej nie będą chcieli mieć mniej władzy, tylko więcej. Ale nie boję się decentralizacji. Nie wierzę, że centralizacja ogranicza korupcję, bo ta zawsze będzie istnieć w jakiejś formie. Jeżeli ktoś chce ukraść, to ukradnie, ważne jest, by istniały sankcje zniechęcające innych. Chciałabym, żeby decyzje dotyczące dzielnic były podejmowane przez dzielnice. Są oczywiście sprawy ogólnomiejskie, które będę podejmować w Ratuszu. Chcę też przyjrzeć się rozwiązaniom prawnym Paryża, który ma ustrój podobny do Warszawy, a miasto jest bardzo sprawnie zarządzane, choć oczywiście i tam znajdą się słabe punkty.
Warszawa jak Paryż. Pięknie brzmi...
Nie chodzi o naśladowanie wprost, tylko korzystanie z pewnej koncepcji, którą inni już wypróbowali. Nie mam ambicji, żeby wymyśla własne rozwiązania. Można korzystać z instrumentów, które wynaleźli inni. Także dotyczących sposobu zarządzania.
Wracając do świąt Bożego Narodzenia. Czego by pani życzyła mieszkańcom Białołęki?
Przede wszystkim mostu, także kanalizacji i uzgodnienia stanowiska w sprawie modernizacji oczyszczalni i budowy spalarni. W tej ostatniej sprawie zamierzam zasięgnąć opinii fachowców, czy spalarnia może powstać na Pancerzu (chodzi o teren koło Łomianek, gdzie pierwotnie miała powstać oczyszczalnia), w którejś z sąsiednich gmin czy rzeczywiście w Białołęce. Na razie mam wrażenie, że budowę spalarni przygotowano w pośpiechu.
Znajdą się fachowcy, którzy poprą budowę spalarni obok oczyszczalni, i tacy, którzy ją skrytykują. Decyzję będzie musiała podjąć pani.
Na razie zastanawia mnie to, że jeszcze dwa lata temu w planach rozbudowy nie było spalarni. Pojawiła się stosunkowo niedawno.
Trudno się dziwić protestom mieszkańców, którzy mają zostać sąsiadami takiego obiektu.
Trudno się dziwić, zwłaszcza że nie mają mostu ani kanalizacji. Są traktowani jak gorsza dzielnica.
Most miał być...
...w 2006 roku.
...z tramwajem. Teraz się okazuje, że może jednak pojedzie nim metro. A to zdecydowanie opóźni budowę.
Wcale bardzo wyraźnie nie wypowiadałam się za metrem. Projekt z tramwajem jest szybszy i tańszy,i to on najprawdopodobniej powstanie. A metro być może będzie później – analizujemy taką możliwość. Są już technologie, które umożliwiają poprowadzenie metra po przerobionych torach tramwajowych w przyszłości.
Zgodnie z pani koncepcjami most Krasińskiego miał być gotowy nawet przed mostem Północnym?
Nie, nie, tak mówił Kazimierz Marcinkiewicz. Ale pomysł tego mostu pochodzi jeszcze z 1926 r. Most jest potrzebny, ale nie priorytetowy. Zatrzymałam w budżecie pieniądze na wykonanie studium dotyczącego tego mostu. Moim zdaniem on może być trochę szybciej wybudowany, ale most Północny jest i pozostanie priorytetem. Mówiłam w kampanii o moście na zaporze, który jednak, jeśli rząd szybko wybuduje autostradę, nie będzie już tak bardzo potrzebny Warszawie.
Podobno zastała pani Ratusz źle zarządzany, z przerostem zatrudnienia?
Nigdy tego nie mówiłam i nie dlatego, żeby się nie narażać potencjalnym wyborcom z urzędu. Naprawdę trzeba te sprawy dopiero zbadać. Ale na pewno zastałam zbyt dużo biur. Zarządzanie miastem jest tak rozdrobnione, że można je z powodzeniem połączyć. W Ratuszu nie musi funkcjonować 30 biur. Na przykład biuro współpracy z zagranicą, gabinet prezydenta, biuro prezydenta – można je połączyć.
A spółki miejskie?
Warszawa ma udziały w zbyt wielu spółkach. Jest ich ponad 50. Część z nich na pewno pójdzie do likwidacji. W innych trzeba sprzedać udziały. Na pewno chcę zostawić na prawach podmiotu prawa publicznego te spółki, które realizują usługi publiczne wobec miasta, takie jak Miejskie Zakłady Autobusowe, Zarząd Transportu Miejskiego, Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji, SPEC, itp. Prof. Michał Kulesza, którego byłam studentką, mówił, że gmina nie jest od tego, by się bogacić, ale by prowadzić działalność na rzecz zaspokajania potrzeb obywateli. I tego będziemy się trzymać. Na przykład udziały w spółkach deweloperskich nie są nam potrzebne. Dlatego np. miasto nie wykupiło terenu Konesera. My nie jesteśmy deweloperem, my tylko dołożymy starań, by na tym terenie były zabezpieczone sprawy związane z kulturą, z ochroną tego zabytkowego obiektu, by prawidłowo postępowały tam prace konserwatorskie. I tego jesteśmy w stanie dopilnować jako miasto. Natomiast nie musimy budować tam apartamentowców.
Ostatnio wiceprezydent Jerzy Miller ubolewał nad tym, że nie może zatrudnić w Ratuszu najbieglejszych prawników, np. do obsługi spraw związanych z dekretem Bieruta. Na przeszkodzie stoi ustawa kominowa ograniczająca ich zarobki. Jak przyciągnąć dobrych ludzi, by chcieli pracować dla Warszawy?
Ustawa kominowa jest przeżytkiem. Mam nadzieję, że rząd dojdzie do tego samego wniosku i poczyni starania o jej zniesienie – to jest kompetencja najwyższych władz, a nie moja. Rzeczywiście na skutek pewnych wypaczeń w przeszłości, nadużywania idei kontraktów menedżerskich, postanowiono wprowadzić „komin”. Wylano dziecko z kąpielą. Ale teraz można ograniczyć kontrakty menedżerskie w spółkach Skarbu Państwa i samorządzie. Można je poddać ściślejszej kontroli. Ale cel jest jasny: by najlepsi ludzie sprawnie zarządzali państwem czy miastem.
W Ratuszu mogę poradzić sobie z tym problemem. Nigdy nie krytykowałam w kampanii wyborczej nagród, które Kazimierz Marcinkiewicz przyznawał swym dyrektorom i współpracownikom. Ponieważ nagrody przyznawane zgodnie z procedurami są taką wartością dodaną. Uważam, że pracownicy Ratusza czy spółek miejskich, którzy bardzo dobrze nimi zarządzają i sprawdzają się na stanowiskach, powinni być dobrze wynagradzani. Choćby poprzez nagrody.
Jest jeszcze kwestia Jarmarku Europa i zarządzającej nim spółki Damis, która jest chyba nieusuwalna z tego miejsca. Wrocław właśnie zwiększa swe szanse na Expo 2012, a my tracimy szanse na Euro 2012, bo kwestia wybudowania stadionu narodowego robi się coraz bardziej mglista.
Stadion jest sprawą rządu, jego decyzji, inicjatywy i pieniędzy. Miasto na pewno zmodernizuje stadion przy Łazienkowskiej. Natomiast Stadion Dziesięciolecia jest własnością państwa, nie naszą, my nie możemy decydować, kiedy i komu wymawiać dzierżawę. Gdy decyzja zapadnie na szczeblu rządowym, będę musiała znaleźć teren dla kupców i przenieść ich w taki sposób, by zapewnić im ciągłość prowadzenia interesów. W końcu płacą podatki do budżetu.
Czyli pierwszy ruch należy do rządu? Miasto nie zainicjuje wyprowadzki kupców?
Rząd musi wiedzieć, co chce z tym zrobić, a ja w tym mogę tylko pomóc. Czekamy na rząd i spotkamy się z nim w tej sprawie. Mieszkańcy Saskiej Kępy boją się stadionu, ale biorę to na siebie – przekonam ich i uspokoję.
Lech Kaczyński pozostawił po sobie pomnik – Muzeum Powstania Warszawskiego. Jaką pamiątkę chciałaby pani zostawić w Warszawie po ukończeniu kadencji?
To powinien być most Północny. Rozpoczęta druga linia metra. Nie myślałam o stawianiu sobie pomników za życia, raczej o tym, by załatwić i wiele drobniejszych, codziennych rzeczy, żeby w mieście łatwiej się na co dzień żyło. Żeby były nowe tramwaje, niskopodłogowe autobusy, żeby ludzie nie stali w korkach. Pomniki to nie dla mnie.
Hanna Gronkiewicz-Waltz: Przez całe lata chodziłam, ale od kilku lat oglądam pasterkę z Rzymu z udziałem Ojca Świętego.
A wygłosi pani jakieś orędzie do warszawiaków?
Zostawmy to prymasowi i prezydentowi kraju. Wolę spotkania żywe, człowiek z człowiekiem, twarzą w twarz.
Czyli spotkania z mieszkańcami w Ratuszu zapoczątkowane przez Kazimierza Marcinkiewicza zostaną utrzymane?
Zdecydowanie tak. Mój pierwszy taki dyżur przeciągnął się na trzy godziny. Ludzie przychodzą z wieloma sprawami...
Taką ważną i niezałatwioną sprawą jest choćby gehenna mieszkańców domu przy ul. Bednarskiej 25, którzy mieszkają od kilku miesięcy bez centralnego ogrzewania, bez gazu, prądu i ciepłej wody.
To jest bardzo skomplikowana sytuacja. W latach 90. sprzedano tę nieruchomość i tam były pewne nieprawidłowości. Sama podpisałam wniosek do prokuratury w tej sprawie. Lokatorzy tego domu muszą złożyć w biurze polityki lokalowej oświadczenie, że nie mają innych mieszkań, wtedy mogą liczyć na mieszkania zastępcze. Myślę także, że należy zbadać podpisaną wtedy umowę, czy podmiot, który odkupił kamienicę od miasta, dotrzymuje warunków i zobowiązań, jakie na siebie przyjął. Jeśli umowa nie jest dotrzymywana, miasto może nawet przejąć tę kamienicę z powrotem. Postaramy się sprawę jednoznacznie zakończyć.
Przy okazji spraw własnościowych: zgłaszają się kolejni spadkobiercy osób poszkodowanych przez dekret Bieruta. Część nieruchomości miasto zdążyło już z zyskiem sprzedać, tak się stało z zajezdnią przy ul. Chełmskiej. Jak pani chce wybrnąć z tego kłopotu?
W takich sytuacjach będą wypłacane odszkodowania obciążające Skarb Państwa. Do tej pory uważano, że to miasto musi je wypłacać, ale teraz jest już jasne orzeczenie Sądu Najwyższego, wskazujące na państwo jako płatnika. Miasto musi żyć i się rozwijać. Dlatego te tereny nie mogą leżeć odłogiem.
Czy takie nieruchomości będą teraz szybko sprzedawane, skoro i tak odszkodowania płaci rząd, a nie miasto Warszawa?
Nie. Byłoby to postępowanie w złej wierze, odszkodowania byłyby wtedy naprawdę wielkie, a ja nie chciałabym przysparzać kłopotów budżetowi państwa. Nie możemy pozwalać sobie na działanie w złej woli. Jednak w ostatnich latach zgłoszono już większość roszczeń. Sytuacje, gdy spadkobiercy ujawniają się dopiero po sprzedaży nieruchomości, są niezwykle rzadkie. Gdyby była stosowna ustawa o gruntach warszawskich, można by było to uciąć. Projekt tego aktu prawnego był przygotowywany, ale utknął w Ministerstwie Skarbu. Dlatego sądzę, że albo poczekamy na decyzję Sejmu, albo przyjmiemy specjalną uchwałę Rady Warszawy, by umożliwić jak najtańszy wykup tych nieruchomości przez właścicieli.
Czy to względy własnościowe zdecydowały, że urzęduje pani przy placu Bankowym, a nie w Pałacu Branickich przy ul. Miodowej?
Tak. Jako prezydent wolę urzędować w gmachu, do którego nikt nie zgłasza żadnych roszczeń. Sprawa Pałacu Branickich jest w tej chwili rozpatrywana przez Najwyższy Sąd Administracyjny i jeśli jego orzeczenie będzie takie, by obiekt wrócił do spadkobierców, uszanuję tę decyzję.
Jeśli pałac przy ul. Miodowej trzeba będzie oddać, to wróci sprawa nowego ratusza. Czy ma pani pomysł, gdzie go wybudować lub urządzić?
Będziemy w tej sprawie robić burzę mózgów. Wydaje mi się, że najodpowiedniejszym rozwiązaniem jest zaadaptowanie na ratusz Pałacu Kultury. Pozostaje oczywiście do rozwiązania kwestia ogromnych korytarzy, których ogrzanie i utrzymanie jest zbyt drogie. Sprawdzimy, ile by kosztowało wykorzystanie tych przestrzeni i zrobienie biur typu open space (duże otwarte pomieszczenie dla pracowników zamiast osobnych pokoi). Drzwi znajdowałyby się już przy windach, a dalej cała powierzchnia byłaby wykorzystana. Budowę nowego ratusza biorę pod uwagę, tylko jeśli znajdzie się na ten cel miejska działka w Śródmieściu. Ale w pierwszej kolejności stawiam na Pałac Kultury.
Open space w miejskich biurach to prawdziwa likwidacja gabinetów. Czy ma to być zabieg zwiększający przejrzystość urzędu?
Właśnie w tym celu kilkadziesiąt lat temu wymyślono takie zagospodarowanie wnętrz. Na pewno byłby to szok kulturowy dla wielu urzędników, ale można się do takiego rozwiązania przyzwyczaić. Oczywiście osoby na kierowniczych stanowiskach muszą mieć swoje pomieszczenia, co jest związane choćby z procedurami bezpieczeństwa informacji.
Skoro już jesteśmy przy przejrzystości – kiedy będzie wprowadzony obiecany w pani kampanii wyborczej kodeks etyczny urzędnika?
Tak szybko, jak tylko się da. Na razie rozwiązujemy tzw. palące problemy – kwestię Portu Żerańskiego czy mostu Północnego i o tym rozmawiamy na spotkaniach z wiceprezydentami. Ostatnio musiałam podpisać trzy tysiące pełnomocnictw dla urzędników. Robiłam to do późna w nocy.
Obiecywała pani przekazanie większej władzy dzielnicom. Tymczasem mamy sygnały od burmistrzów, że pełnomocnictwa są dokładnie takie same jak za rządów Lecha Kaczyńskiego i Kazimierza Marcinkiewicza. Czy tak już zostanie?
Są takie same, bo inne wymagałyby zmiany regulaminu. Szersze kompetencje będą ustalone w statucie miasta. Ten zaś będzie powstawał po zasięgnięciu opinii różnych stron, także władz dzielnic.
W pani programie wyborczym znalazło się po kilkadziesiąt obietnic dla każdej dzielnicy. Czy o tych budowach, remontach, rewitalizacjach będą decydować dzielnice, czy też decyzje zapadać będą tu, w Ratuszu?
Gdy powołamy wszystkich burmistrzów, zapytamy ich o opinię. Raczej nie będą chcieli mieć mniej władzy, tylko więcej. Ale nie boję się decentralizacji. Nie wierzę, że centralizacja ogranicza korupcję, bo ta zawsze będzie istnieć w jakiejś formie. Jeżeli ktoś chce ukraść, to ukradnie, ważne jest, by istniały sankcje zniechęcające innych. Chciałabym, żeby decyzje dotyczące dzielnic były podejmowane przez dzielnice. Są oczywiście sprawy ogólnomiejskie, które będę podejmować w Ratuszu. Chcę też przyjrzeć się rozwiązaniom prawnym Paryża, który ma ustrój podobny do Warszawy, a miasto jest bardzo sprawnie zarządzane, choć oczywiście i tam znajdą się słabe punkty.
Warszawa jak Paryż. Pięknie brzmi...
Nie chodzi o naśladowanie wprost, tylko korzystanie z pewnej koncepcji, którą inni już wypróbowali. Nie mam ambicji, żeby wymyśla własne rozwiązania. Można korzystać z instrumentów, które wynaleźli inni. Także dotyczących sposobu zarządzania.
Wracając do świąt Bożego Narodzenia. Czego by pani życzyła mieszkańcom Białołęki?
Przede wszystkim mostu, także kanalizacji i uzgodnienia stanowiska w sprawie modernizacji oczyszczalni i budowy spalarni. W tej ostatniej sprawie zamierzam zasięgnąć opinii fachowców, czy spalarnia może powstać na Pancerzu (chodzi o teren koło Łomianek, gdzie pierwotnie miała powstać oczyszczalnia), w którejś z sąsiednich gmin czy rzeczywiście w Białołęce. Na razie mam wrażenie, że budowę spalarni przygotowano w pośpiechu.
Znajdą się fachowcy, którzy poprą budowę spalarni obok oczyszczalni, i tacy, którzy ją skrytykują. Decyzję będzie musiała podjąć pani.
Na razie zastanawia mnie to, że jeszcze dwa lata temu w planach rozbudowy nie było spalarni. Pojawiła się stosunkowo niedawno.
Trudno się dziwić protestom mieszkańców, którzy mają zostać sąsiadami takiego obiektu.
Trudno się dziwić, zwłaszcza że nie mają mostu ani kanalizacji. Są traktowani jak gorsza dzielnica.
Most miał być...
...w 2006 roku.
...z tramwajem. Teraz się okazuje, że może jednak pojedzie nim metro. A to zdecydowanie opóźni budowę.
Wcale bardzo wyraźnie nie wypowiadałam się za metrem. Projekt z tramwajem jest szybszy i tańszy,i to on najprawdopodobniej powstanie. A metro być może będzie później – analizujemy taką możliwość. Są już technologie, które umożliwiają poprowadzenie metra po przerobionych torach tramwajowych w przyszłości.
Zgodnie z pani koncepcjami most Krasińskiego miał być gotowy nawet przed mostem Północnym?
Nie, nie, tak mówił Kazimierz Marcinkiewicz. Ale pomysł tego mostu pochodzi jeszcze z 1926 r. Most jest potrzebny, ale nie priorytetowy. Zatrzymałam w budżecie pieniądze na wykonanie studium dotyczącego tego mostu. Moim zdaniem on może być trochę szybciej wybudowany, ale most Północny jest i pozostanie priorytetem. Mówiłam w kampanii o moście na zaporze, który jednak, jeśli rząd szybko wybuduje autostradę, nie będzie już tak bardzo potrzebny Warszawie.
Podobno zastała pani Ratusz źle zarządzany, z przerostem zatrudnienia?
Nigdy tego nie mówiłam i nie dlatego, żeby się nie narażać potencjalnym wyborcom z urzędu. Naprawdę trzeba te sprawy dopiero zbadać. Ale na pewno zastałam zbyt dużo biur. Zarządzanie miastem jest tak rozdrobnione, że można je z powodzeniem połączyć. W Ratuszu nie musi funkcjonować 30 biur. Na przykład biuro współpracy z zagranicą, gabinet prezydenta, biuro prezydenta – można je połączyć.
A spółki miejskie?
Warszawa ma udziały w zbyt wielu spółkach. Jest ich ponad 50. Część z nich na pewno pójdzie do likwidacji. W innych trzeba sprzedać udziały. Na pewno chcę zostawić na prawach podmiotu prawa publicznego te spółki, które realizują usługi publiczne wobec miasta, takie jak Miejskie Zakłady Autobusowe, Zarząd Transportu Miejskiego, Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji, SPEC, itp. Prof. Michał Kulesza, którego byłam studentką, mówił, że gmina nie jest od tego, by się bogacić, ale by prowadzić działalność na rzecz zaspokajania potrzeb obywateli. I tego będziemy się trzymać. Na przykład udziały w spółkach deweloperskich nie są nam potrzebne. Dlatego np. miasto nie wykupiło terenu Konesera. My nie jesteśmy deweloperem, my tylko dołożymy starań, by na tym terenie były zabezpieczone sprawy związane z kulturą, z ochroną tego zabytkowego obiektu, by prawidłowo postępowały tam prace konserwatorskie. I tego jesteśmy w stanie dopilnować jako miasto. Natomiast nie musimy budować tam apartamentowców.
Ostatnio wiceprezydent Jerzy Miller ubolewał nad tym, że nie może zatrudnić w Ratuszu najbieglejszych prawników, np. do obsługi spraw związanych z dekretem Bieruta. Na przeszkodzie stoi ustawa kominowa ograniczająca ich zarobki. Jak przyciągnąć dobrych ludzi, by chcieli pracować dla Warszawy?
Ustawa kominowa jest przeżytkiem. Mam nadzieję, że rząd dojdzie do tego samego wniosku i poczyni starania o jej zniesienie – to jest kompetencja najwyższych władz, a nie moja. Rzeczywiście na skutek pewnych wypaczeń w przeszłości, nadużywania idei kontraktów menedżerskich, postanowiono wprowadzić „komin”. Wylano dziecko z kąpielą. Ale teraz można ograniczyć kontrakty menedżerskie w spółkach Skarbu Państwa i samorządzie. Można je poddać ściślejszej kontroli. Ale cel jest jasny: by najlepsi ludzie sprawnie zarządzali państwem czy miastem.
W Ratuszu mogę poradzić sobie z tym problemem. Nigdy nie krytykowałam w kampanii wyborczej nagród, które Kazimierz Marcinkiewicz przyznawał swym dyrektorom i współpracownikom. Ponieważ nagrody przyznawane zgodnie z procedurami są taką wartością dodaną. Uważam, że pracownicy Ratusza czy spółek miejskich, którzy bardzo dobrze nimi zarządzają i sprawdzają się na stanowiskach, powinni być dobrze wynagradzani. Choćby poprzez nagrody.
Jest jeszcze kwestia Jarmarku Europa i zarządzającej nim spółki Damis, która jest chyba nieusuwalna z tego miejsca. Wrocław właśnie zwiększa swe szanse na Expo 2012, a my tracimy szanse na Euro 2012, bo kwestia wybudowania stadionu narodowego robi się coraz bardziej mglista.
Stadion jest sprawą rządu, jego decyzji, inicjatywy i pieniędzy. Miasto na pewno zmodernizuje stadion przy Łazienkowskiej. Natomiast Stadion Dziesięciolecia jest własnością państwa, nie naszą, my nie możemy decydować, kiedy i komu wymawiać dzierżawę. Gdy decyzja zapadnie na szczeblu rządowym, będę musiała znaleźć teren dla kupców i przenieść ich w taki sposób, by zapewnić im ciągłość prowadzenia interesów. W końcu płacą podatki do budżetu.
Czyli pierwszy ruch należy do rządu? Miasto nie zainicjuje wyprowadzki kupców?
Rząd musi wiedzieć, co chce z tym zrobić, a ja w tym mogę tylko pomóc. Czekamy na rząd i spotkamy się z nim w tej sprawie. Mieszkańcy Saskiej Kępy boją się stadionu, ale biorę to na siebie – przekonam ich i uspokoję.
Lech Kaczyński pozostawił po sobie pomnik – Muzeum Powstania Warszawskiego. Jaką pamiątkę chciałaby pani zostawić w Warszawie po ukończeniu kadencji?
To powinien być most Północny. Rozpoczęta druga linia metra. Nie myślałam o stawianiu sobie pomników za życia, raczej o tym, by załatwić i wiele drobniejszych, codziennych rzeczy, żeby w mieście łatwiej się na co dzień żyło. Żeby były nowe tramwaje, niskopodłogowe autobusy, żeby ludzie nie stali w korkach. Pomniki to nie dla mnie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|