Jedyną istotną zmianą w stosunku do pierwotnego projektu, na jaką zdecydowali się posłowie w komisji, jest utrzymanie dwuinstancyjnego trybu odwoławczego od decyzji inspektorów. Prezydent chciał tu większego centralizmu.
W drugim czytaniu projektu tylko Platforma Obywatelska zgłosiła poprawki - w większości zbieżne z postulatami organizacji pracodawców. Chcą one niższych kar niż proponowane przez prezydenta. Zdaniem Piotra Jaworskiego z Krajowej Izby Gospodarczej bardziej drastyczne kary nie będą żadną zaporą przed łamaniem prawa. Tą mogłaby być jedynie nieuchronność kary. "A już dziś PIP ma szerokie uprawnienia i wystarczyłoby z nich korzystać" - twierdzi. Uważa, że sankcje powinny być zróżnicowane ze względu na wielkość firmy.
"To niepotrzebne gmatwanie, bo to przecież sąd będzie decydował, jaką karę nałożyć" - mówi DZIENNIKOWI szef Rady Ochrony Pracy i poseł PiS Stanisław Szwed. "Wprowadzenie kary więzienia dla pracodawcy jest nieuzasadnione i niezrozumiałe" - uważa z kolei posłanka PO Ewa Wolak. Oburza się, że prezydencki projekt prowadzi do przekształcenia PIP z organizacji prewencyjnej na represyjną. Twierdzi, że ustawa nie jest żadną "nową jakością".
Za najczęstsze wykroczenia przeciwko prawom pracowniczym pracodawca będzie mógł być ukarany grzywną do 30 tys. zł. O ich wysokości zdecyduje sąd. Nie będzie mógł jednak zasądzić mniej niż tysiąc złotych. Dziś reguluje to kodeks wykroczeń. W nim najniższa grzywna to ledwie 20 zł. "W wielu przypadkach pracodawcy bardziej opłacało się zapłacenie mandatu i dalsze łamanie przepisów, niż podjęcie działań, które doprowadziłyby do przestrzegania prawa pracy" - tłumaczy wiceszef Kancelarii Prezydenta Robert Draba. Pracodawcy kontratakują, twierdząc, że projekt jest chybiony, bo zajmuje się tylko skutkami, a nie przyczynami naruszeń prawa pracy.
Prócz kar dla pracodawców w ustawie zagwarantowana zostanie istotna pomoc dla pokrzywdzonych pracowników. Inspektorzy dostaliby bowiem takie uprawnienia, jakie mają pokrzywdzeni. To znaczy, że np. będą mogli występować w imieniu pracowników, gdy prokurator odmówi wszczęcia postępowania lub pracownik jest zastraszany.
Prezydencki projekt był konsultowany nie tylko ze związkami zawodowymi, które zdecydowanie poparły te rozwiązania, ale i z organizacjami pracodawców. Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych „Lewiatan” do proponowanych zmian podchodzi jednak bardzo sceptycznie. Uważa, że winnych obecnej sytuacji na rynku pracy trzeba szukać nie wśród firm, a w złej sytuacji na rynku pracy. "Ta ustawa nie jest przeciw pracodawcom, nie jest w nikogo wymierzona" - odpiera te zarzuty Szwed. Jednak według poseł Wolak - narusza konstytucję.
Teraz Inspekcja nie będzie musiała mieć upoważnienia z centrali, by wejść z kontrolą do firmy. Wystarczy przyzwolenie choćby nawet kierownika oddziału okręgowej izby. Kontrola będzie
możliwa także w firmie jednoosobowej. Posłowie - tutaj jednym głosem mówi i koalicja rządząca, i SLD - podkreślają bowiem, że dziś nikt nie kontroluje, jak przestrzegane są zasady BHP u
samozatrudnionego, który zajmuje si np. remontami mieszkań. Ustawa ma wejść w życie 1 lipca br. i zastąpić obecną, obowiązującą od 1981 r. Sejm uchwali ją na najbliższym
posiedzeniu.