Dziś przed sądem zeznawali: Milczanowski, Lech Wałęsa, Władysław Bartoszewski i Józef Oleksy. Były szef MSW twierdzi, że nie ma sobie nic do zarzucenia. I dziś postąpiłby tak samo jak 12 lat temu. Całkowicie poparł go Lech Wałęsa. Według byłego prezydenta, Milczanowski musiał poinformować posłów i ministrów o tym, że Józef Oleksy mógł być rosyjskim szpiegiem. "Wystąpienie było całkowicie uzasadnione, wynikało z wyższej konieczności i nie zawierało elementów naruszenia tajemnicy państwowej" - tak mówił dziennikarzom Wałęsa. Jednak jego zeznania przed sądem, tak jak i cały proces, są tajne.
Z kolei profesor Bartoszewski mówił jedynie, że MSZ często korzystał z informacji wywiadu i jego spotkania jako ministra z Milczanowskim nie były niczym dziwnym. Zaś sam Józef Oleksy mówi tylko, że jest już zmęczony sprawą, z którą "Polska nie dała sobie rady".
Sensacja, która wybuchła na kilka dni przed końcem kadencji prezydenta Lecha Wałęsy, wywołała kryzys polityczny. Oleksy zaprzeczył, by był agentem, choć przyznał, że "biesiadował" ze szpiegiem Ałganowem. Na początku 1996 r. Oleksy podał się do dymisji, gdy prokuratura wojskowa wszczęła śledztwo w jego sprawie (wniósł o to 19 grudnia 1995 r. Milczanowski). W kwietniu 1996 r. umorzono je wobec niestwierdzenia przestępstwa szpiegostwa.
Śledztwo w sprawie Milczanowskiego pierwotnie umorzono w 1998 r., bo uznano, że minister może odpowiadać tylko przed Trybunałem Stanu. Oleksy odwołał się od tej decyzji do sądu, który w 2000 r. nakazał wznowić śledztwo. W 2001 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł zaś, że minister może odpowiadać przed sądem karnym za przestępstwa popełnione w związku z zajmowanym stanowiskiem, jeśli Sejm nie postawi go przed Trybunałem Stanu.
Tymczasem we wrześniu 2001 r. Sejm, większością głosów AWS i UW, zdecydował, że nie postawi Milczanowskiego przed trybunałem. Chcieli tego posłowie SLD. W maju 2002 r. prokuratura postawiła Milczanowskiemu formalne zarzuty.