"To jest praca popularnonaukowa" - mówi KAI ks. prof. Myszor. "Jeśli miała ona tylko wywołać dyskusję o kondycji Kościoła w okresie PRL, to spełniła swoje zadanie, zanim jeszcze została opublikowana, natomiast na poziomie naukowym wprowadza ona więcej niepokoju i zamieszania, niż wyjaśnia to, co rzeczywiście się stało" - dodaje.

Oskarża autora o poważne błędy. "Przede wszystkim ks. Isakowicz-Zaleski nie wziął pod uwagę charakteru źródeł, które zostały wytworzone przez służbę bezpieczeństwa, a więc wymagają uważnej interpretacji i krytycznego podejścia" - podkreśla. "Są to źródła jednostronne, a więc przy ich interpretacji powinno być mniej sądów kategorycznych, a więcej hipotez i pytań" - dodaje.

Najbardziej ks. Myszora oburza opisany w książce przypadek obecnego biskupa tarnowskiego - ks. Wiktora Skworca. Ks. Zaleski wymienia go jako współpracownika SB o pseudonimie Dąbrowski. Ks. Myszor opowiada, że pracował nad biografią bp. Skworca z okresu, gdy był on kapłanem diecezji katowickiej. Sam Skworc upoważnił go m.in. do zapoznania się z jego aktami z IPN. W efekcie ks. Myszor ustalił, że ks. Skworc nie wiedział, że w wyniku rozmowy w wydziale paszportowym w 1979 r. został zarejestrowany jako tajny współpracownik. Nie ma też jego zobowiązania do współpracy z SB.