Posłowie SLD unikają jednoznacznej odpowiedzi na zarzuty opisywane przez DZIENNIK. Chodzi o doniesienia o kontach polityków lewicy w Szwajcarii, a także o biznesmenach, którzy mieli sponsorować Aleksandra Kwaśniewskiego. Informacje te pochodzą z zeznań lobbysty Marka Dochnala, do których dotarł DZIENNIK.

"Żądanie, żeby ludzie udowadniali, że nie są wielbłądami, jest żałosne. Taką żałosną politykę uprawia PiS" - mówi Jerzy Szmajdziński, szef klubu SLD. Jego zdaniem, Dochnal jest niewiarygodny. "On sam ma postawione zarzuty korumpowania polityków i jest naturalne, że w ten sposób się broni. Ma prawo do obrony, ale nikt nie ma prawa do tego, żeby bezpodstawnie oskarżać innych ludzi" - dodaje Szmajdziński.

"Udzielanie zdawkowych informacji, unikanie odpowiedzi - to nic innego, jak tylko chęć uniknięcia odpowiedzialności za te wydarzenia, które zostały opisane w prasie" - twierdzi poseł Jędrzej Jędrych z PiS. Uważa, że SLD powinno wyjaśnić, jaką rolę za czasów rządów Sojuszu pełnili biznesmeni, o których pisze DZIENNIK. "Obywatele muszą mieć świadomość, kto tak naprawdę w zaciszu kuluarów działa i pomaga w podejmowaniu różnych decyzji" - dodaje Jędrych.

"Pojawia się podejrzenie, że osoby, które rządziły w naszym państwie w tamtej kadencji, mogą być podejrzane o korupcję polityczną. Stawiamy w związku z tym pytanie do byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i do czołowych działaczy SLD: jaka jest prawda?" - wtóruje koledze z PiS poseł Arkadiusz Mularczyk.

Zdaniem PiS, politycy lewicy powinni zwrócić się do szwajcarskich banków, aby te udostępniły polskim władzom informacje o ich ewentualnych kontach. Możliwe, że sprawą zajmie się sejmowa komisja śledcza.