We wtorek 15 maja mija termin składania oświadczeń lustracyjnych. Tym, którzy ich jeszcze nie wypełnili i nie wiedzą, jaką formę współpracy z tajnymi służbami PRL powinni zaznaczyć w oświadczeniu, z pomocą przychodzi Sojusz Lewicy Demokratycznej - ujawnia DZIENNIK.
Na stronie internetowej tej partii pod zakładką „gorący temat” umieszczono poradnik dla byłych agentów.
Można w nim znaleźć dokładny opis wszystkich kategorii współpracy z wojskowymi oraz cywilnymi służbami PRL. Eksperci SLD przyłożyli się do pracy. Definicje są obszerne. Dowiemy się z nich, kto był "żywą skrzynką", a kto "dysponentem zakrytego punktu obserwacji", czym różni się informator od kontaktu służbowego.
Ten pierwszy, jak wyjaśniają specjaliści Sojuszu, "współpracował świadomie, rozpracowywał tzw. nadbudowy, czyli inteligencję, kler czy środowiska naukowe, otrzymywał gotówkę, delikatesowe paczki żywnościowe i alkohol". Z kolei ten drugi współpracował nieświadomie, opowiadał oficerowi o sytuacji w zakładzie pracy, był najczęściej kadrowcem, szefem produkcji, inżynierem czy prezesem. Za pomoc wynagradzany był sporadycznie, przy okazji urodzin lub imienin.
"To ma być ściąga dla wszystkich tych, którzy będą musieli składać oświadczenie lustracyjne. Ustawa określa wiele form współpracy, my je zdefiniowaliśmy. Za kłamstwo lustracyjne przewidziana jest bowiem surowa kara" - wyjaśnia Wacław Martyniuk, sekretarz SLD, który podpisał się pod ściągą. Cieszy się, że opis jest profesjonalny, bo przygotowali go prawnicy.
W ten profesjonalizm nie wątpi poseł PiS Jacek Kurski. "Należy pamiętać, że SLD w swoich szeregach ma nie tylko dawnych współpracowników służb specjalnych, ale także oficerów, którzy ich prowadzili. Trudno o lepszych ekspertów, szczególnie, że większość esbeków zaocznie kończyła prawo" - ironizuje Kurski. Jego zdaniem zamieszczenie poradnika w internecie dowodzi, że dla sporego odłamu działaczy SLD rozliczenie się ze współpracy z tajnymi służbami PRL jest poważnym problemem. "To wiele mówi o ludziach, którzy tworzą tę partie" - dodaje.
Senator PO Stefan Niesiołowski przyznaje, że słyszał o ekspertyzie SLD. Był jednak przekonany, że jest to forma kpiny z lustracji. "Zupełnie nie rozumiem kierownictwa tej partii. Z jednej strony nawołują do bojkotu lustracji, z drugiej idą z pomocą tym, którzy nie wiedzą, jak nazywa się ich forma współpracy ze służbami" - dziwi się.
Wojciecha Roszkowskiego, europosła PiS i historyka, zapytaliśmy, czy podobna ściąga nie powinna znaleźć się na stronie internetowej Prawa i Sprawiedliwości. "Nie sądzę, by ktokolwiek musiał z niej korzystać. Działacze PiS nie mają agenturalnej przeszłości, czym odróżniają się od niektórych działaczy Sojuszu" - powiedział wyraźnie rozbawiony Roszkowski.
Poradnik dla byłego agenta pojawił się również na blogu wiceszefowej SLD Joanny Senyszyn. Został opatrzony krótki wstępem. "Ludzie wszystkich nacji współpracowali, współpracują i będą współpracować" - przekonuje posłanka Sojuszu.
Można w nim znaleźć dokładny opis wszystkich kategorii współpracy z wojskowymi oraz cywilnymi służbami PRL. Eksperci SLD przyłożyli się do pracy. Definicje są obszerne. Dowiemy się z nich, kto był "żywą skrzynką", a kto "dysponentem zakrytego punktu obserwacji", czym różni się informator od kontaktu służbowego.
Ten pierwszy, jak wyjaśniają specjaliści Sojuszu, "współpracował świadomie, rozpracowywał tzw. nadbudowy, czyli inteligencję, kler czy środowiska naukowe, otrzymywał gotówkę, delikatesowe paczki żywnościowe i alkohol". Z kolei ten drugi współpracował nieświadomie, opowiadał oficerowi o sytuacji w zakładzie pracy, był najczęściej kadrowcem, szefem produkcji, inżynierem czy prezesem. Za pomoc wynagradzany był sporadycznie, przy okazji urodzin lub imienin.
"To ma być ściąga dla wszystkich tych, którzy będą musieli składać oświadczenie lustracyjne. Ustawa określa wiele form współpracy, my je zdefiniowaliśmy. Za kłamstwo lustracyjne przewidziana jest bowiem surowa kara" - wyjaśnia Wacław Martyniuk, sekretarz SLD, który podpisał się pod ściągą. Cieszy się, że opis jest profesjonalny, bo przygotowali go prawnicy.
W ten profesjonalizm nie wątpi poseł PiS Jacek Kurski. "Należy pamiętać, że SLD w swoich szeregach ma nie tylko dawnych współpracowników służb specjalnych, ale także oficerów, którzy ich prowadzili. Trudno o lepszych ekspertów, szczególnie, że większość esbeków zaocznie kończyła prawo" - ironizuje Kurski. Jego zdaniem zamieszczenie poradnika w internecie dowodzi, że dla sporego odłamu działaczy SLD rozliczenie się ze współpracy z tajnymi służbami PRL jest poważnym problemem. "To wiele mówi o ludziach, którzy tworzą tę partie" - dodaje.
Senator PO Stefan Niesiołowski przyznaje, że słyszał o ekspertyzie SLD. Był jednak przekonany, że jest to forma kpiny z lustracji. "Zupełnie nie rozumiem kierownictwa tej partii. Z jednej strony nawołują do bojkotu lustracji, z drugiej idą z pomocą tym, którzy nie wiedzą, jak nazywa się ich forma współpracy ze służbami" - dziwi się.
Wojciecha Roszkowskiego, europosła PiS i historyka, zapytaliśmy, czy podobna ściąga nie powinna znaleźć się na stronie internetowej Prawa i Sprawiedliwości. "Nie sądzę, by ktokolwiek musiał z niej korzystać. Działacze PiS nie mają agenturalnej przeszłości, czym odróżniają się od niektórych działaczy Sojuszu" - powiedział wyraźnie rozbawiony Roszkowski.
Poradnik dla byłego agenta pojawił się również na blogu wiceszefowej SLD Joanny Senyszyn. Został opatrzony krótki wstępem. "Ludzie wszystkich nacji współpracowali, współpracują i będą współpracować" - przekonuje posłanka Sojuszu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|