Oświadczenia prezydentów USA i Polski nie wniosły niczego nowego, nadspodziewanie mało konkretów. To być może sprawa czwartkowej wypowiedzi prezydenta Rosji - uważa strateg, gen. prof. Stanisław Koziej.
"W tych oświadczeniach nie pojawiło się nic nowego, poza tym, że było mniej, niż można się było spodziewać liczb czy konkretów. Oceniam, że propozycja
prezydenta Putina wprowadziła jednak trochę zamieszania w sam system amerykańskiego planowania" - powiedział Koziej.
Jego zdaniem, prezydent George W. Bush może potrzebować więcej czasu, by opracować strategiczną reakcję na złożoną w czwartek przez Władimira Putina propozycję korzystania przez Amerykanów z rosyjskiego radaru w Azerbejdżanie.
Tej odpowiedzi, zdaniem byłego wiceministra obrony, "dziś albo jeszcze nie ma, albo Bush chce ją skonsultować z doradcami". "Jednak ponieważ najwięcej było mowy o Rosji, oceniam, że kontekst rosyjski był, zwłaszcza dla prezydenta Busha, istotny" - zaznaczył.
"Moim zdaniem Amerykanie powinni teraz złapać Putina za słowo i wciągnąć go w budowę przyszłego globalnego systemu bezpieczeństwa z wykorzystaniem części instalacji rosyjskich. To Stany Zjednoczone pierwsze użyły tej argumentacji, proponując Rosji przystąpienie do projektu. Putin, jak wytrawny judoka, nie postawił kontry, lecz poszedł w tym samym kierunku i teraz Amerykanie nie mogą zbyt wybrzydzać na rosyjską ofertę, muszą ją próbować włączyć w swój projekt. To chyba główny amerykański dylemat, jak pogodzić kontynuację programu środkowoeuropejskiego z włączeniem rosyjskiej infrastruktury do globalnego projektu" - powiedział Koziej.
"Myślę, że obaj prezydenci z ulgą odetchnęli, że dziś nie muszą podejmować wiążących decyzji i mogą odłożyć to do lipcowego spotkania. Polski prezydent mógł być zadowolony, bo w interesie Polski jest zorientować się, jakie jest nastawienie strony amerykańskiej, dla prezydenta Busha to rozsądne wyjście w związku z potrzebą określenia odpowiedzi na ruch Putina".
Jego zdaniem, prezydent George W. Bush może potrzebować więcej czasu, by opracować strategiczną reakcję na złożoną w czwartek przez Władimira Putina propozycję korzystania przez Amerykanów z rosyjskiego radaru w Azerbejdżanie.
Tej odpowiedzi, zdaniem byłego wiceministra obrony, "dziś albo jeszcze nie ma, albo Bush chce ją skonsultować z doradcami". "Jednak ponieważ najwięcej było mowy o Rosji, oceniam, że kontekst rosyjski był, zwłaszcza dla prezydenta Busha, istotny" - zaznaczył.
"Moim zdaniem Amerykanie powinni teraz złapać Putina za słowo i wciągnąć go w budowę przyszłego globalnego systemu bezpieczeństwa z wykorzystaniem części instalacji rosyjskich. To Stany Zjednoczone pierwsze użyły tej argumentacji, proponując Rosji przystąpienie do projektu. Putin, jak wytrawny judoka, nie postawił kontry, lecz poszedł w tym samym kierunku i teraz Amerykanie nie mogą zbyt wybrzydzać na rosyjską ofertę, muszą ją próbować włączyć w swój projekt. To chyba główny amerykański dylemat, jak pogodzić kontynuację programu środkowoeuropejskiego z włączeniem rosyjskiej infrastruktury do globalnego projektu" - powiedział Koziej.
"Myślę, że obaj prezydenci z ulgą odetchnęli, że dziś nie muszą podejmować wiążących decyzji i mogą odłożyć to do lipcowego spotkania. Polski prezydent mógł być zadowolony, bo w interesie Polski jest zorientować się, jakie jest nastawienie strony amerykańskiej, dla prezydenta Busha to rozsądne wyjście w związku z potrzebą określenia odpowiedzi na ruch Putina".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl