"W tych oświadczeniach nie pojawiło się nic nowego, poza tym, że było mniej, niż można się było spodziewać liczb czy konkretów. Oceniam, że propozycja prezydenta Putina wprowadziła jednak trochę zamieszania w sam system amerykańskiego planowania" - powiedział Koziej.

Jego zdaniem, prezydent George W. Bush może potrzebować więcej czasu, by opracować strategiczną reakcję na złożoną w czwartek przez Władimira Putina propozycję korzystania przez Amerykanów z rosyjskiego radaru w Azerbejdżanie.

Tej odpowiedzi, zdaniem byłego wiceministra obrony, "dziś albo jeszcze nie ma, albo Bush chce ją skonsultować z doradcami". "Jednak ponieważ najwięcej było mowy o Rosji, oceniam, że kontekst rosyjski był, zwłaszcza dla prezydenta Busha, istotny" - zaznaczył.

"Moim zdaniem Amerykanie powinni teraz złapać Putina za słowo i wciągnąć go w budowę przyszłego globalnego systemu bezpieczeństwa z wykorzystaniem części instalacji rosyjskich. To Stany Zjednoczone pierwsze użyły tej argumentacji, proponując Rosji przystąpienie do projektu. Putin, jak wytrawny judoka, nie postawił kontry, lecz poszedł w tym samym kierunku i teraz Amerykanie nie mogą zbyt wybrzydzać na rosyjską ofertę, muszą ją próbować włączyć w swój projekt. To chyba główny amerykański dylemat, jak pogodzić kontynuację programu środkowoeuropejskiego z włączeniem rosyjskiej infrastruktury do globalnego projektu" - powiedział Koziej.

"Myślę, że obaj prezydenci z ulgą odetchnęli, że dziś nie muszą podejmować wiążących decyzji i mogą odłożyć to do lipcowego spotkania. Polski prezydent mógł być zadowolony, bo w interesie Polski jest zorientować się, jakie jest nastawienie strony amerykańskiej, dla prezydenta Busha to rozsądne wyjście w związku z potrzebą określenia odpowiedzi na ruch Putina".