Półtora miesiąca temu Jarosław Kaczyński był na skraju wytrzymałości - niewiele brakowało, by zerwał współpracę z Samoobroną i LPR, podał rząd do dymisji i doprowadził do przedterminowych wyborów. Poszło o wybór Ludwika Dorna na marszałka Sejmu. Sytuację uratował minister Adam Lipiński.
Koalicjanci godzili się na to, by Marka Jurka na stanowisku zastąpił Dorn. Ale stawiali przy tym tak wiele warunków, że premierowi puściły nerwy - pisze "Rzeczpospolita". LPR i Samoobrona domagały się stanowisk. "Było naprawdę gorąco" - opowiada gazecie jeden z bliskich współpracowników premiera.
Szef rządu w zasadzie podjął już decyzję o dymisji, chciał też przedterminowych wyborów. Jednak gdy wyszedł ze spotkania z koalicjantami, do akcji wkroczył minister w jego kancelarii, Adam Lipiński. Przekonał ich, by złagodzili żądania. Złagodzili, nie zupełnie porzucili - podkreśla "Rzeczpospolita". Ale to wystarczyło, by koalicja i rząd przetrwały.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|