Czy Henryk Stokłosa wyjdzie wreszcie z ukrycia i stawi się przed sądem, by odpowiedzieć za korupcję? Raczej nie. Warszawski sąd nie przyznał mu listu żelaznego, czyli ochrony przed aresztowaniem aż do wyroku. A tego chciał były senator, by wrócić do kraju.
Stokłosa postawił sąd przed wyborem - albo dostanie ochronę, albo nie będzie procesu. Jego obrońca przekonywał, że gdyby były senator trafił za kraty, stałoby się to "elementem gry politycznej". Stokłosa gotów był nawet wpłacić kaucję - jego obrona zaoferowała co najmniej pół miliona złotych.
Sąd listu żelaznego Stokłosie nie dał, trudno się więc spodziewać, by były senator stawił się przed sądem. Prokuratura podejrzewa, że dawał łapówki w zamian za korzystne dla jego firm umorzenia podatkowe. Pieniądze mieli dostawać m.in. pracownicy Ministerstwa Finansów.
Nie wiadomo, gdzie jest Stokłosa. Kilka miesięcy temu zapadł się pod ziemię. Mówi się, że może ukrywać się w dalekiej Ameryce Południowej. Ale może też być w Skandynawii lub w Niemczech.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|