Kurtyka zasłania się wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego w sprawie ustawy lustracyjnej. Dlatego - przekonuje - "listy 500" ujawnić nie może. Żądają tego jednak politycy.
"Należy jak najszybciej ujawnić te nazwiska. To dramatycznie niezdrowa sytuacja, kiedy nie ma żadnej wiedzy o tych osobach, akta są dla nikogo niedostępne, a prezes mówi, że jest
500 podejrzanych osób. To jest bardzo niedobra sytuacja. Mogę tylko powtórzyć: jak najszybciej to otworzyć" - mówi Jan Rokita z PO w Radiu Zet.
Podobnego zdania jest Waldemar Pawlak z PSL. "Tę listę trzeba ujawnić, bo niedługo będzie szantaż wobec tych osób. Nie może być takiej sytuacji, że partia rządząca i prezes
Kurtyka będą szantażowali. Skoro taka lista jest sporządzona, to trzeba te osoby ujawnić" - uważa.
Poseł LPR Wojciech Wierzejski stwierdził w TVN24, że nie dziwi się, że "lista 500" istnieje. "Myśmy się jednak spodziewali, że będzie to znacznie dłuższa
lista" - podkreślił. Jego partyjny kolega Mirosław Orzechowski mówi: "Za każdą cenę ta lista musi być ujawniona. Jest takich 500 osób, autorytetów w państwie, a więc
ludzi usytuowanych, godzi to w interesy państwa polskiego".
Z kolei szef SLD Wojciech Olejniczak atakuje Kurtykę za to, że opowiedział on o "liście 500". "To jest niszczenie polskich autorytetów, ja się z tym nie zgadzam.
Takiej wypowiedzi nigdy nie powinno być. Mamy nadzieję, że ta sprawa zostanie w pełni wyjaśniona" - denerwuje się Olejniczak.
"Nie wierzę w to, żeby prawdziwe autorytety na takich listach mogły się znaleźć. Można ich oczywiście dopisywać, ale to będzie działanie sztuczne i nieprawdziwe. Tak jak to było
w przypadku choćby dwóch sędziów Trybunału Konstytucyjnego, którzy też się znaleźli na szczegółowej liście, w konkretnym momencie po to, żeby zdyskredytować Trybunał Konstytucyjny. Na
takie działania się nie zgadzamy" - dodał szef SLD.