"Pan jest chory, pan szkodzi Polsce" - krzyczał na Kurskiego wściekły Lech Wałęsa w programie Moniki Olejnik w TVN24. "Ja was jeszcze pogonię. Trzeba rozpędzić
te czarownice i zrobić szybko nowe wybory" - wrzeszczał. Dziennikarka starała się opanować kłótnię, ale jedyne, co mogła zrobić, to zakończyć audycję.
Do studia zaprosiła Ryszarda Kalisza z SLD, połączyła się też z posłem Kurskim i byłym prezydentem - Lechem Wałęsą. Nerwy puściły, gdy zaczęto mówić o ujawnionych wieczorem pierwszych
nazwiskach z "listy 500", czyli osób, które według szefa IPN są dziś autorytetami, osobami publicznymi, a które w przeszłości były agentami SB.
Według IAR i DZIENNIKA, znalazły się tam nazwiska Aleksandra Kwaśniewskiego i licznych prominentów SLD. Kalisz grzmiał, że to złamanie konstytucji, bo ujawniać listy zakazał Trybunał
Konstytucyjny. Wałęsa od razu ostro zaatakował rządy Kaczyńskich. "Wpiszcie tam wszystkich, cały naród" - mówił o liście podniesionym głosem.
Gdy poseł Kurski zaczął przypominać przypadki inwigilacji opozycji za czasów prezydentury Wałęsy, zaczęła się regularna kłótnia. Kurski i Wałęsa przekrzykiwali się i obrażali.
"Pan mówi głupoty!", "To pan mówi głupoty" - krzyczeli na siebie.
Wreszcie Wałęsa wypalił: "Chowałeś się pod miotłą, tchórzu, za komuny". I program się zaraz po tym skończył.