Zbigniew Krzyżanowski: Z jakim stanowiskiem polska delegacja jedzie na szczyt?
Jan Tombiński: Warszawa cały czas wnikliwie analizuje projekt mandatu, a z ostatecznym stanowiskiem na szczyt uda się prezydent Lech Kaczyński. Na pewno przyjedziemy z wolą prowadzenia
negocjacji i doprowadzenia do takich zmian w istniejących dzisiaj traktatach Unii Europejskiej, które będą satysfakcjonować wszystkie kraje członkowskie, które muszą je ratyfikować, w tym
Polskę.
Komunikat po telefonicznej rozmowie polskiego premiera Jarosława Kaczyńskiego z szefem Komisji Europejskiej José Barroso tchnie optymizmem: kompromis jest
możliwy.
Każdy z uczestników tych rozmów zakłada, że dojdzie do porozumienia. Zawsze jest to skrzyżowanie czasem sprzecznych interesów 27 krajów. Tu mamy sytuację o tyle
bardziej skomplikowaną, że część krajów ratyfikowala traktat konstytucyjny, część odrzuciła, część nie poddała go na razie procedurze ratyfikacji. To dość różne punkty wyjścia, ale
wszyscy mają poczucie, że Unia powinna ten zakręt pokonać. Dlatego Niemcy, przewodniczące UE, zaproponowały, żeby punktem wyjścia były istniejące traktaty, a nie nowy traktat konstytucyjny,
jak zapisano w projekcie mandatu.
Batalia pierwiastkowa była długa, ale chyba skuteczna: media europejskie zmieniły w ostatnim czasie krytyczny ton wobec Polski.
Widać, że przynosi efekt racjonalna i precyzyjna argumentacja. Przyczynili się także do tego naukowcy z Uniwersytetu Jagielońskiego, którzy znany już wcześniej system zaadaptowali jako model
do liczenia głosów dla Unii Europejskiej. Media w wielu krajach uznały, że argument przejrzystości i czystości modelu przemawia za propozycją pierwiastkową.
Czy sama zgoda na otwarcie dyskusji nad systemem głosowania będzie już kompromisem?
Chodzi oczywiście o efekt dyskusji, ale samo jej otwarcie to już jest przełom: do tej pory wydawało się, że nie będzie można nawet podjąć dyskusji. Myślę, że rzeczowe argumenty, już bez
takich emocji, pozwolą przebić się pierwiastkom do świadomości przywódców i polityków europejskich.
Pojawiają się opinie, że szczyt planowany na czwartek i piątek być może przeciągnie się do soboty.
Doświadczenia poprzednich szczytów uczą, że jeśli jest wola osiągnięcia porozumienia, to przedłużanie się rozmów jest tylko dobrym znakiem. Szczyt w Nicei trwał dwa dni dłużej, niż
planowano. Gorzej by się stało, gdyby szczyt w Brukseli został zerwany, a uczestnicy szybko się rozjechali...