DZIENNIK napisał, że ABW bada rzekome związki Leppera z rosyjskim wywiadem wojskowym. Agencja dostała już dokumenty na ten temat. Chodzi o pismo, które szef Samoobrony miał wystawić, będąc jeszcze wicemarszałkiem Sejmu poprzedniej kadencji. Miało ono upoważniać do występowania w imieniu Leppera ukraińskiego duchownego o nazwisku Kinajło, który - jak pisze DZIENNIK - według polskich służb, może być związany z rosyjskim GRU, czyli wywiadem wojskowym.

Wicepremier starał się bagatelizować doniesienia DZIENNIKA. "Z jakimś księdzem, czy z mnichem z Ukrainy spotkałem się i nawet z biskupem ukraińskim. Tak, że ja z różnymi ludźmi spotykałem się. Być może wśród tych ludzi byli jacyś agenci. Natomiast ja żadnym agentem nie jestem" - zarzekał się wicepremier w radiu Tok FM.

Wicepremier dziwi się też, dlaczego koordynator ds. specsłużb Zbigniew Wassermann nie powiedział mu o sprawie, skoro to właśnie on miał skierować sprawę do ABW. "To nie jest w porządku" - żalił się Lepper.

Pytany, czy jego nazwisko mogło się znaleźć na liście 500 agentów i tajnych współpracowników PRL-owskich specsłużb, odpowiedział: "A może jestem. Chociaż ja byłem już lustrowany, ale Kwaśniewski też był lustrowany".

Właśnie nazwisko byłego prezydenta pojawia się w kontekście słynnej już IPN-owskiej "listy 500". Mieli się na niej znaleźć również inni politycy lewicy, a także - jak podał "Wprost" - działacze koalicji.