Mamy powody do radości. Polska zachowa decydujący wpływ na decyzje podejmowane przez Radę Unii Europejskiej na co najmniej 10 następnych lat. Nasi europejscy partnerzy tak bardzo bali się
wymyślonego przez polskich matematyków pierwiastkowego systemu liczenia głosów, że w efekcie zgodzili się na... dużo korzystniejsze dla nas rozwiązanie.
Negocjacje na szczycie w Brukseli, które trwały nieprzerwanie od czwartku do soboty, były niezwykle skomplikowane. Ostatniej nocy co chwilę pojawiały się niezwykle zawiłe wersje nowych
kompromisów. Na szczęście na koniec okazało się, że to, co wywalczyliśmy, jest proste. A przede wszystkim bardzo dla Polski korzystne. Ze spokojem możemy teraz wraz z pozostałymi 26 krajami
Wspólnoty przystąpić do pracy nad nową unijną konstytucją, którą nazywać będziemy Traktatem o funkcjonowaniu Unii Europejskiej.
Co wygraliśmy w Brukseli?
Przede wszystkim to, że w najważniejszym dla nas okresie głos Polski będzie jednym z najsilniejszych w Unii Europejskiej. Do 2014 roku obowiązuje obecny podział sił w Radzie UE. Czyli przez
najbliższe siedem lat będziemy mieli 27 głosów, tak jak to ustalono w Nicei. Następnie przez trzy lata (2014-2017) obejmie nas tzw. system przejściowy.
W tym czasie w Radzie UE będzie już obowiązywała niemiecka „podwójna większość”, ale... wystarczy, że jeden kraj zażąda, by głosowanie przeprowadzić zgodnie z systemem nicejskim i cała Rada UE musi się na takie rozwiązanie zgodzić. Wreszcie od 2017 roku Niemcy będą mieli swoją upragnioną podwójną większość. Tylko że nawet wtedy decyzje, które nam się nie spodobają, będziemy mogli zablokować. Wystarczy, by kraje, których obywatele stanowią w sumie jedynie 19 proc. populacji całej Unii, zażądały, aby odwlec w czasie ich podjęcie.
Co zrobia Niemcy w 2017 roku
Co będzie za 10 lat, trudno dziś przewidzieć. Nie można wykluczyć, że w 2017 roku członkiem Unii Europejskiej zostanie Turcja, w której dziś mieszka prawie 76 milionów ludzi. Zgodnie z
niemieckim systemem Turcy zyskaliby wówczas ogromną siłę głosów w Radzie UE. Dlatego istnieje duża szansa, że w przyszłości Niemcy sami zechcą zrezygnować ze swojej koncepcji liczenia
głosów. I wtedy ich poprzemy.
Co jeszcze ustaliliśmy na szczycie?
Nie musimy się obawiać, że znikną nasze narodowe symbole, które zastąpi wspólne godło całej Unii, flaga i hymn. Na ich temat nie będzie nawet wzmianki w Traktacie o funkcjonowaniu Unii
Europejskiej.
Nie będzie wspólnego ministra spraw zagranicznych, zostanie powołany jedynie wysoki komisarz ds. polityki zagranicznej.
Zapisana w Traktacie Karta Praw Podstawowych nie będzie mogła narzucać poszczególnym krajom polityki społecznej i socjalnej.
Każde państwo może pozostać przy swojej polityce także w zakresie wymiaru sprawiedliwości i spraw wewnętrznych.
Ustalono też, że każdy parlament narodowy będzie mógł zwykłą większością głosów powstrzymać realizację decyzji podjętej przez Radę UE.