Piotr Nisztor: Jest pan zaskoczony odwołaniem Janusza Kaczmarka?
Marek Biernacki*: Nie. Odwołanie ministra Kaczmarka było tylko kwestią czasu.
W takim razie dochodziły do pana informacje, że Janusz Kaczmarek może być źródłem przecieku?
Od kilku tygodni docierały do mnie informacje, że CBA i Zbigniew Ziobro podejrzewają, że źródłem przecieku jest właśnie szef MSWiA. Teza ta była też mocno propagowana przez polityków.
Z jednej więc strony wyraźnie mówiono, że zdrajcą jest Janusz Kaczmarek, ale z drugiej było też głośno o złych relacjach między nim a Ziobrem.
Nie dało się tego nie zauważyć mimo pozorów wzajemnej współpracy stwarzanych przez obydwu panów. Tajemnicą poliszynela jest to, że szef resortu sprawiedliwości już od długiego czasu miał plan usunięcia Kaczmarka z życia politycznego.
Ziobro chciał się bowiem pozbyć groźnego konkurenta w wyścigu po tytuł jedynego sprawiedliwego szeryfa Polski. Sądzę również, że minister sprawiedliwości zazdrościł swojemu byłemu
współpracownikowi bardzo dobrych relacji z dziennikarzami. Kaczmarek był bowiem bardzo medialny, co drażniło Ziobrę. Próbował on przekonywać, że skoro ma tak dobre relacje z mediami, to
niektóre informacje dotyczące służb lub ważnych śledztw mogą wyciekać na zewnątrz.
Czyli była to wewnętrzna rozgrywka w PiS?
Oczywiście. Nie chce mi się wierzyć, że minister, długoletni prokurator, symbol walki z przestępczością okazał się zdrajcą.
Więc to Zbigniew Ziobro doprowadził do odwołania Kaczmarka?
Nie ma wątpliwości. Kaczmarek nigdy nie był człowiekiem Ziobry, bardziej był związany z prezydentem. Musiał więc zostać skasowany.
Co będzie, jeśli okaże się, że źródłem przecieku nie był Kaczmarek?
Jeśli tak się stanie, potwierdzi się, że padł on ofiarą szaleńczej walki o wpływy w ekipie
rządowej, nad którą nikt dziś już nie panuje. Może się jednak okazać, że w ogóle nie uda się ustalić, skąd wyciekła informacja.
Należy pamiętać, że sprawa ustalenia źródła przecieku jest bardzo skomplikowana i nie musi przynieść efektów. Wszystko zależy od zgromadzenia materiału. Gdyby sprawa była prowadzona tak jak powinna, nie byłoby żadnego przecieku.
Największym błędem był fakt, że o sprawie wiedzieli politycy. Gdyby informacje o akcji miał tylko minister Mariusz Kamiński i premier Jarosław Kaczyński oraz prokuratorzy prowadzący
sprawę, do całego zamieszania by nie doszło. Przeciek nastąpił przez upolitycznienie służb.
Razem z Kaczmarkiem z funkcji komendanta głównego policji odszedł Konrad Kornatowski. Dlaczego tak się stało?
Kornatowski poleciał przy okazji. Taka sytuacja jest bardzo
wygodna dla PiS. Wisiała nad nim sprawa wątliwego orzeczenia wydanego, gdy był jeszcze PRL-owskim prokuratorem. Kornatowski miał także inną wizję reform w policji niż PiS, które chce
trzymać służby pod butem.