Giełda nazwisk ruszyła już w lipcu. „DGP” napisał wtedy, że wśród kandydatów do nowych władz w TVP wymienia się Macieja Grzywaczewskiego byłego szefa TVP 1 za prezesury Jana Dworaka, byłego ministra kultury Waldemara Dąbrowskiego, Tomasza Wołka i Tomasza Lisa. To właśnie redaktor naczelny „Wprostu” coraz częściej  jest obstawiany na korytarzach TVP jako pewniak. Do podjęcia ostatecznych decyzji jeszcze daleko.

- Nazwiska prezesa nie zna nikt, zostanie on wybrany przez nową radę nadzorczą, ale najlepiej, żeby to był apolityczny menedżer - mówi przewodnicząca sejmowej komisji Iwona Śledzińska-Katarasińska.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że jako potencjalnych kandydatów oprócz wymienianych wcześniej osób podaje się też  nazwiska współzałożycielki radia Eska Jolanty Wiśniewskiej, wieloletniego prezesa Canal Plus, który niedawno zrezygnował ze stanowiska, Bertranda Le Guern oraz Grażyny Piotrowskiej-Oliwy,  wiceprezydent Pracodawców RP, byłej prezes PTK Centertel.

- To dowcip sezonu. Żadnej propozycji nie dostałam - mówi „DGP” Piotrowska-Oliwa. Podobnie reaguje były szef Canal Plus. - Nikt ze mną na ten temat nie rozmawiał - mówi.
Ale zanim PO z PSL i SLD zaczną obsadzać stołki, najpierw muszą przeforsować nową ustawę medialną. Platforma z jednej strony obawiała się oddać Lewicy dwóch członków KRRiT, ale  drugiej nie chciała dopuścić, by jej jedynym sprzymierzeńcem został PSL.

 - Chcieliśmy, żeby SLD poczuło się współodpowiedzialne za zmiany - mówi Katarasińska.

Ale w rzeczywistości PO potrzebuje poparcia SLD na wypadek, gdyby ustawę medialną zakwestionował Trybunał Konstytucyjny. Wtedy głosami członków rady nadzorczej związanych z lewicą i przedstawicielowi ministra skarbu uda się zawiesić obecne władze TVP, bez konieczności zmiany prawa.
Dlatego dziś Sejm najprawdopodobniej wybierze do rady dwóch kandydatów Lewicy - byłego wiceszefa KRRiTV Witolda Grabosia oraz producenta filmowego Sławomira Rogowskiego. W zamian za to SLD  ma poprzeć ustawę.