Marian Jurczyk, historyczny lider Solidarności nie dostanie od skarbu państwa 300 tys. zł za uznanie go w 2000 r. za "kłamcę lustracyjnego", z którego to zarzutu został po 5 latach oczyszczony - orzekł w poniedziałek Sąd Apelacyjny w Warszawie.

Reklama

Sąd ten oddalił apelację Jurczyka od niekorzystnego dla niego wyroku I instancji w tej sprawie.

Jurczyk żądał od Sądu Apelacyjnego w Warszawie (jego wydziałem był Sąd Lustracyjny) ćwierć miliona zł plus odsetki za to, że w marcu 2000 r. sąd ten uznał go za "kłamcę lustracyjnego". Na mocy tego orzeczenia Jurczyk stracił mandat senatora. Jak wyliczył prawnik, utracone uposażenie senatorskie wyniosłoby 248 tys. zł - tyle oraz 30 tys. zł zadośćuczynienia zażądał od Skarbu Państwa Jurczyk.

To orzeczenie zmienił w 2005 r. Sąd Najwyższy, który oczyścił Jurczyka z zarzutu "kłamstwa lustracyjnego". SN przyznał, że Jurczyk podpisał zobowiązanie do współpracy, ale uczynił to z obawy o życie swoje i najbliższych. Nie to jednak przesądziło o wyroku SN - uznano bowiem, że dla przypisania komuś tajnej współpracy musi się liczyć także to, czy przekazywane informacje były przydatne dla służb - a w przypadku Jurczyka, według SN, tak nie było, podobnie jak tajną nie była sama współpraca.

Wyrok SN nie przywrócił Jurczykowi utraconego mandatu senatora, pozwał on więc Skarb Państwa o utracone dochody parlamentarne. W 2008 r. Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił jego pozew uznając, że sprawa jest przedawniona, a ponadto ocenił żądanie jako niezasadne, bo wyroku SA z 2000 r. nie można uznać za "niezgodne z prawem działanie funkcjonariuszy publicznych", bo sąd niższej instancji stosował prawo, jakie wówczas obowiązywało i dokonując własnej oceny definicji współpracy, działał w jego granicach.

Jurczyk zaskarżył ten wyrok, a Sąd Apelacyjny w Warszawie w poniedziałek ocenił jego odwołanie. Pozew został prawomocnie oddalony. Zmieniło się tylko jedno - SA ocenił, że sprawa nie jest przedawniona, ale co do zasady Jurczyk nie ma racji.

"Oczywiste naruszenie prawa jest dopiero wtedy, gdy wydany wyrok stanowi sprzeczność z jednoznacznie brzmiącym i jasnym przepisem. A w tej sprawie tak nie było, bo definicja współpracy była szeroka i różnie interpretowana. Po wyroku SN z 2005 r. ta definicja została zresztą zmodyfikowana, właśnie w związku ze sprawą lustracji Mariana Jurczyka" - mówiła w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia SA Anna Owczarek.



Poniedziałkowe orzeczenie jest prawomocne. Teoretycznie można jeszcze od niego złożyć kasację do Izby Cywilnej Sądu Najwyższego. Nie wiadomo, czy Jurczyk zdecyduje się to uczynić - w sądzie nie było ani jego, ani też jego pełnomocnika.

Jurczyk brał udział w robotniczych protestach w grudniu 1970 r. W sierpniu 1980 r. kierował strajkiem w stoczni szczecińskiej i w regionie. 30 sierpnia podpisał porozumienie ze stroną rządową. Był liderem "S" na Pomorzu Zachodnim i toczył z Lechem Wałęsą walkę o przywództwo w związku. Internowany w stanie wojennym, znalazł się wśród siedmiu działaczy związku, których w 1982 r. aresztowano pod zarzutem działań "na szkodę państwa". Wyszedł na wolność w 1984 r., na mocy amnestii.

Pod koniec lat 80. był wśród liderów "S", którzy nie uznawali prawa Wałęsy do powoływania nowych władz związku. Był przeciwnikiem "okrągłego stołu". W 1990 r. założył konkurencyjny wobec "S" związek zawodowy "Solidarność'80". Po rozłamie w 1994 r. stanął na czele nowego związku, utworzonego przez część działaczy "S-80". W wyborach w 1997 r. zdobył mandat senatora. Prezydent Szczecina od 1998 do 2000 r. i od 2002 do 2006 r.

W 1982 r. jego syn i synowa zginęli tragicznie, wyskakując z okien kamienic w Szczecinie. Część osób, w tym sam Jurczyk, podejrzewa, iż w śmierć zamieszana była SB. Pogrzeb stał się okazją do wielkiej antyrządowej demonstracji, podczas której doszło do walk z ZOMO. W sierpniu 2007 r. IPN umorzył śledztwo w tej sprawie.