"Otrzymałem zobowiązanie PiS do umieszczenie mojej osoby na konkretnej liście w konkretnym okręgu wyborczym" - powiedział Ludwik Dorn.

Reklama

"Należy wykorzystać wiedzę i doświadczenie Ludwika Dorna" - dodał szef klubu parlamentarnego PiS Mariusz Błaszczak. Sam Dorn przyznał, że miał niewielki wybór: albo przystąpić do tworzenia nowego ugrupowania opozycyjnego, czyli w tym przypadku PJN, lub też zwrócić się w kierunku aktualnie największej partii opozycyjnej.

Ocenił, że PiS jest realną opozycją, a "nowa formacja pozycjonuje się (...) jako opozycja, która aspiruje do statusu koalicjanta".

Dorn zastrzegł, że nie jest i nie będzie ani członkiem PiS, ani członkiem klubu parlamentarnego tej partii. "Są powody, ja je w swoim czasie określiłem (...), dla których nie jestem i nie aspiruję do członkostwa w PiS" - dodał.

Powiedział, że jego umowa dotycząca współpracy z PiS obejmuje współdziałanie w obecnej kadencji Sejmu, zobowiązanie PiS do umieszczenia go "na konkretnej liście w konkretnym okręgu" oraz to, że jeśli uzyska mandat, to w przyszłym Sejmie przynależność klubowa zależy od jego decyzji. "Z jednym ograniczeniem - że nie będę w klubie czy kole parlamentarnym, które będzie tworzyło, współtworzyło czy wspierało rząd, wobec którego PiS będzie w opozycji" - zaznaczył.

Jak mówił, podpisana umowa zobowiązuje go także do jednolitego głosowania z PiS w trzech kwestiach: wotum zaufania bądź wotum nieufności dla rządu, wotum nieufności dla poszczególnych ministrów oraz uchwalania ustawy budżetowej.

Reklama

"Do tego dochodzą także zobowiązania, że nie będę praktykował rzeczy, które praktykowałem w pierwszych dwóch latach tej kadencji, czyli nie będę podejmował prób <piracenia> po szeregach PiS. Jeśli inicjatywa ustawodawcza, którą proponuję, nie uzyska aprobaty kierownictwa klubu PiS, to nie będę wyciągał posłów na podpisy, co robiłem" - powiedział.

Jak zaznaczył, zobowiązanie działa także w drugą stronę. Dorn powiedział, że jeśli kierownictwo klubu PiS uzna za zasadny projekt zgłoszony przez niego, "to zapewni za swoją zgodą minimum 15 podpisów, a w tych granicach, w jakich uzna to za możliwe i stosowne, także zapewni wsparcie eksperckie". "Niekiedy ma ono wymiar finansowy" - dodał



Błaszczak podkreślił z kolei, że PiS chce korzystać z wiedzy Dorna, by głos partii brzmiał donośniej, jeśli chodzi o "recenzowanie gnuśnego rządu Donalda Tuska, o tworzenie alternatywy do tego, co się w naszym kraju dzieje".

Szef klubu PiS zaznaczył, że współpraca Dorna z PiS jest oparta o "dużą autonomię" - będzie on posłem niezrzeszonym do końca tej kadencji. "Będzie kandydować z naszych list PiS do następnego Sejmu i również w tym następnym Sejmie status będzie oczywiście należał do wyboru pana posła Dorna" - zaznaczył.

Jak powiedział, umowa z Dornem została podpisana - ze strony PiS - przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego.

Dorn pytany, czy rozmawiał z Kaczyńskim podczas negocjacji umowy, powiedział: "Kontaktowałem się z moim naturalnym partnerem, czyli przewodniczącym Błaszczakiem, bo jestem posłem. Ta umowa dotyczy przede wszystkim spraw parlamentarnych. Oczywiście upoważnionym sygnatariuszem jest tam pan prezes Kaczyński".

Pytany, czy chciałby, aby doszło do spotkania z szefem PiS, powiedział: "Jeśli będzie i potrzeba, i konieczność polityczna, to ja się od żadnych konieczności nie uchylam".

Pytany, czy to on pierwszy skontaktował się z partią ws. współpracy, czy było odwrotnie, powiedział, że o "kuchni politycznej" się nie mówi. "Nie sposób tego określić, różne strony wysyłały swoje różki, czułki i emitowały sygnały" - dodał.

Dorn został wrzucony z PiS w 2008 roku po tym, jak mocno skrytykował swoją partię. W wywiadzie dla "Dziennika" użył m.in. takich sformułowań jak "susłoizacja PiS" oraz "PiS przypomina sułtana otoczonego dworem eunuchów".

"Jeżeli my jesteśmy eunuchami, to trzymając się tej stylistyki, mogę jedynie powiedzieć, że Ludwik Dorn to wyliniały, co gorsza zgorzkniały wezyr, któremu pozostało kiszenie ogórkó" - odpowiedział mu wtedy w RMF FM Joachim Brudziński z PiS.