Ministerstwo Spraw Zagranicznych kończy przygotowania do budowy globalnej sieci teleinformatycznej, która zepnie ponad 70 polskich placówek w 50 państwach na świecie. Czteroletnia umowa na budowę, wdrożenie systemu i szkolenie jego użytkowników jest warta ok. 65 mln zł. Firmy zainteresowane realizacją inwestycji mogą do piątku składać aplikacje w MSZ. To kolejna inwestycja – po zakupie szyfrujących smartfonów blackberry i laptopów z szyfrowanymi dyskami – mająca unowocześnić naszą dyplomację.

Reklama

Z depeszą do Lizbony

Uruchomienie systemu będzie gigantycznym skokiem technologicznym, bo teraz polscy dyplomaci komunikują się głównie przez telefony i faksy oraz za pośrednictwem depesz – które, niczym na starych filmach szpiegowskich, odczytywane są przez szyfrantów. – Ten system jest przestarzały i kłopotliwy. Szyfranci nie pracują we wszystkich placówkach, więc zdarzały się przypadki, że trzeba było lecieć z Afryki do Lizbony, żeby nadać depeszę – mówi jeden z byłych polskich dyplomatów. Tymczasem, jak mówi Tomasz Kulisiewicz, analityk rynku telekomunikacyjnego, nowoczesne sieci teleinformatyczne od dawna są stosowane nie tylko przez służby czy dyplomację, ale też koncerny, które mają swoje biura na całym świecie i chcą zapewnić sprawną komunikację oraz bezpieczeństwo przy przesyłaniu danych.

Przygotowania do realizacji inwestycji trwają w MSZ od roku. W tym czasie eksperci resortu odwiedzili amerykański Departament Stanu oraz siedziby brytyjskich, belgijskich i włoskich dyplomatów, gdzie już funkcjonują podobne systemy.

– Chcemy stworzyć sieć, którą będzie można przekazywać wszelkie informacje, także te niejawne, dodatkowo zaszyfrowane. Docelowo wdrożymy system wideokonferencji na biurko każdego dyplomaty, to będzie taki resortowy Skype – tłumaczy Marek Michalewski, pełnomocnik ministra spraw zagranicznych ds. informatyzacji. Ten 42-letni informatyk jest jednym z najbliższych współpracowników Radosława Sikorskiego. Kiedy obecny szef dyplomacji kierował MON, Michalewski odpowiadał za informatyzację resortu. A dwa lata temu przygotował strategię informatyzacji dla MSZ. W dokumencie tym tak argumentował: „Tylko stosując najnowsze rozwiązania techniczne i organizacyjne (...), państwa (...) o mniejszych możliwościach nacisku pozadyplomatycznego mogą wyrównać swoje szanse wobec silniejszych partnerów”.



Komputer na chipa

W myśl tej zasady MSZ za 1,6 mln zł kupiło już 1,7 tys. szyfrujących smartfonów blackberry dla wszystkich merytorycznych pracowników ministerstwa. Kolejne prawie 16 mln zł wydano na blisko 2 tys. laptopów z szyfrowanymi dyskami i oprogramowaniem do przekazu poufnych informacji.

Wyposażony w taki komputer z zainstalowanym programem paszportowym oraz skanerem linii papilarnych konsul będzie mógł obsługiwać Polaków poza konsulatem. Od jesieni program jest już wdrażany w 30 placówkach konsularnych, m.in.: w Hanoi, Kuala Lumpur, Lille, Kolonii, Buenos Aires, Moskwie i Londynie.

Z kolei polskie placówki w Waszyngtonie, Nowym Jorku, Moskwie i Madrycie na początku przyszłego roku zostaną wyposażone w urządzenia pozwalające organizować wideokonferencje z centralą MSZ w Warszawie. Taki system działa już w naszej ambasadzie w Brukseli.

System ma być superbezpieczny, bo dzięki specjalnemu kodowaniu dane przesyłane siecią MSZ nie będą dostępne dla pozostałych użytkowników internetu. Komputery i telefony dyplomatów można uruchomić tylko spersonalizowaną kartą chipową. – Kontrola jest adekwatna do zagrożeń – kwituje pytania o zabezpieczenia Michalewski. I zapewnia, że twórcy systemu wyciągnęli wnioski z kłopotów, jakie Amerykanom przysporzył portal WikiLeaks. Polscy dyplomaci nie mogą np. podłączać do służbowego sprzętu przenośnych pamięci USB.