Wystąpienie premiera można streścić w następujący sposób: postaramy się skłonić Rosjan do tego, aby wspólnie z nami wypracowali nowy, uwzględniający polskie stanowisko raport na temat przyczyn katastrofy smoleńskiej. W tym celu chcemy skorzystać z przepisów konwencji chicagowskiej.
Reklama
Mogłyby to być art. 84 i 85 dotyczące rozwiązywania sporów: przewidują, że jeśli Rada Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego (ICAO) stwierdzi, że między stronami istnieje faktyczny spór, może sprawę skierować do sądu polubownego albo przed Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości.
Ale ta sama konwencja chicagowska przewiduje, że najpierw powinna nastąpić próba rozwiązania sporu w drodze dwustronnych konsultacji. I o tym pewnie mówił premier, kiedy zapowiedział, że „zwrócimy się do Rosji o rozmowy w sprawie wspólnej wersji raportu”.
Kłopot w tym, że nie wiadomo, o jaki raport chodzi premierowi.
Zgodnie z załącznikiem 13 konwencji procedura w sprawie raportu końcowego MAK została już zakończona. Zdaniem prof. Marka Żylicza, eksperta ds. prawa lotniczego, zmiana treści raportu możliwa byłaby jedynie wówczas, gdyby zostały ujawnione nowe okoliczności.
Bardziej prawdopodobne jest stworzenie zupełnie nowego raportu. – Nasz rząd mógłby doprowadzić do tego, by ta sprawa została rozpatrzona z udziałem międzynarodowych ekspertów. Albo w ramach konsultacji między rządami Polski i Rosji, by zostało naprawione to, co popsuł MAK – mówi „DGP” prof. Marek Żylicz.
Jedno jest pewne: rząd musi działać szybko, gdyż nawet politycy Platformy Obywatelskiej nieoficjalnie przyznają, że polski rząd dał się zaskoczyć Rosjanom, którzy wizerunkowo idealnie rozegrali publikację raportu opisującego przyczyny smoleńskiej katastrofy.



– O tym, że może być nieciekawie, wiedzieliśmy już w październiku, kiedy Rosjanie przysłali projekt raportu. Ale nie myśleliśmy, że opublikują dokument tak szybko – mówi jeden z polityków Platformy. I dodaje, że nie dość, że to oni rozdawali karty, to my jeszcze zaspaliśmy.
– Praca nad raportem to bezwzględna gra w obronie własnych interesów – mówi osoba znająca kulisy polsko-rosyjskich pertraktacji. A my naiwnie uwierzyliśmy w rosyjskie zapewnienia, że raport będzie rzetelny.
I w tej wizerunkowej bitwie zdecydowanie prowadzą Rosjanie. – Donald Tusk próbuje pokazać opanowanie i stanowczą postawę, ale widać, że niewiele może zrobić – mówi szef jednej z największych agencji PR.
A Piotr Wysocki, szef kancelarii public relations Media i Doradztwo, przewiduje, że jeśli nie uda się dojść do porozumienia z Rosjanami w sprawie wspólnego raportu, premier, by całkiem nie stracić politycznie, będzie musiał skończyć z polityką miłości do braci Moskali, walnąć pięścią w stół i pokazać swą nieustępliwość.