Na dzisiejszym szczycie zostanie sformalizowana unia gospodarcza strefy euro w ramach 27 państw. Architekci paktu – Niemcy i Francja – przekonują, że tylko w ten sposób uda się wyjść z kryzysu zadłużenia. Sceptycy spoza unii walutowej – m.in. Szwecja i Wielka Brytania – wskazują, że Europa idzie w kierunku przeregulowanego kapitalizmu.

Według paktu dla euro strategiczne elementy polityki gospodarczej każdego rządu europejskiego – jak wysokość długu publicznego, indeksacja płac w sektorze państwowym, struktura systemu podatkowego, regulacje rynku pracy czy wiek emerytalny – nie będą już zależeć wyłącznie od władz danego państwa. To cena, za jaką Niemcy zgodziły się na zwiększenie do 440 mld euro Europejskiego Funduszu Gwarancji Finansowej i powołanie – po 2013 r. – Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego.

– Układ jest prosty: Niemcy zgadzają się na ratowanie państw zagrożonych niewypłacalnością w zamian za rezygnację z części suwerenności kredytobiorcy – komentuje w rozmowie z „DGP” główny ekonomista Stowarzyszenia Przedsiębiorców Europejskich BusinessEurope Marc Stocker. W Eurolandzie istniał już kiedyś pakt, który miał zapewnić niski poziom deficytu budżetowego. W praktyce za jego złamanie nie groziły jednak żadne kary i stąd nikt go nie przestrzegał. Tym razem będzie inaczej. Za nadmierne zadłużenie grożą miliardy euro kary(maksymalnie do 0,5 proc. PKB). Są one automatyczne: głosowanie kwalifikowaną większość dotyczy odrzucenia, a nie wprowadzenia sankcji.

W nowej logice zarządzania unia walutowa raz do roku będzie organizowała własny szczyt. Obecne na nim będą również – bez prawa głosu – państwa spoza strefy, które przyłączyły się do paktu: Polska, Dania, Litwa, Łotwa, Bułgaria i Rumunia. Jak pisze brytyjski magazyn „The Economist”, paradoksem jest to, że poza procesem decyzyjnym pozostaną najbardziej konkurencyjne gospodarki Europy: Szwecja, Wielka Brytania, Dania, Polska czy Czechy.

Jednak i one mogą mówić przynajmniej o częściowym sukcesie. Do paktu udało się wprowadzić kluczowy z ich punktu widzenia punkt o pełnym respektowaniu integralności jednolitego rynku w UE. W założeniu zabezpiecza to państwa spoza strefy np. przed pojawieniem się oddzielnych definicji pomocy publicznej dotyczących tylko 17 państw UE. Dla państw bez euro rozmontowanie jednolitego rynku byłoby ostatecznym podziałem Unii Europejskiej.