Śledczy z Katowic badają, czy nie doszło do przekroczenia uprawnień i działania na szkodę interesu publicznego przez funkcjonariuszy publicznych, w związku z wydaniem przez dyrektora Urzędu Kontroli Skarbowej w Krakowie wyników kończących postępowanie kontrolne w Rafinerii Trzebinia. UKS uznał, że rafineria nie musi zapłacić prawie 900 mln zł akcyzy.

Fakt przesłuchania Grasia potwierdziła dziennikarzom rzeczniczka prokuratury Marta Zawada-Dybek. "Czego dokładnie dotyczyło to przesłuchanie, tego niestety państwu nie powiem z uwagi na dobro prowadzonego postępowania" - powiedziała.

Prokurator przypomniała, że w śledztwie nikomu dotychczas nie postawiono zarzutów. Prokuratura wystąpiła o przedłużenie postępowania o kolejne trzy miesiące. Zaplanowane są kolejne czynności, przesłuchania kolejnych osób, ale jakie to osoby i o co mają być pytane, prokuratura nie ujawnia.

Graś stawił się na przesłuchanie o godz. 10. Dziennikarzom nie udało się z nim porozmawiać, jeszcze przed południem opuścił budynek prokuratury tylnym wyjściem.

Według portalu tvn24.pl został wezwany na przesłuchanie, bo prokurator prowadzący śledztwo prawdopodobnie na podstawie billingów odkrył, że obecny rzecznik rządu kontaktował się z wiceministrem finansów Andrzejem Parafianowiczem pod koniec sierpnia 2008 r.

"Wtedy do siedziby krakowskiego UKS przyjechał pracownik z Ministerstwa Finansów z dekretem odwołującym dyrektora Mariusza Piątkowskiego i powołującym nowego dyrektora Henryka Surowca. Posłaniec zeznał, że z misją wysłał go wiceminister Parafianowicz. Jednak do odwołania dyrektora nie doszło. Pracownik resortu zeznał, że zadzwonił do niego wiceminister i kazał wracać do Warszawy bez wręczenia dekretu" - napisał tvn24.pl.

"Po wizycie posłańca z resortu dyrektor Piątkowski zmienił decyzję w sprawie Trzebini (ostatecznie ogłoszono ją 27 listopada 2008 r.). Firma nie musiała zapłacić gigantycznej akcyzy w wysokości 900 mln zł. Wcześniej zapewniał prokuratorów walczących z mafią paliwową, że to Trzebinia jako wytwórca paliw musi zapłacić akcyzę" - podał portal.

"Nie interweniowałem w sprawie Rafinerii Trzebinia ani żadnej innej sprawie. (...) Byłem przesłuchiwany jako świadek w sprawie, o której nie mam zielonego pojęcia" - zaznaczył Graś w poniedziałek wieczorem w TVN24.

Na uwagę, że Parafianowicz miał zmienić urzędników krakowskiego UKS, rzecznik rządu odparł: "Nie wiem tego, wiem tyle co z mediów". "Jeśli chodzi o zakres pytań, które zostały mi dzisiaj postawione, to są one oczywiście objęte tajemnicą śledztwa. Jednym faktem niezaprzeczalnym jest fakt, że znam pana ministra Parafianowicza od 1998 r." - mówił.

Graś zaprzeczył, jakoby miał rozmawiać z Parafianowiczem o rafinerii, jak również jakoby ktoś z rafinerii prosił go o interwencję. "Nie znam nikogo z rafinerii, nigdy z nikim z rafinerii - ani z pracowników, ani z zarządu - nie rozmawiałem, nikt mnie nigdy o żadną interwencję nie prosił. I nie tego też dotyczyło dzisiejsze przesłuchanie, żadnej interwencji - w tej sprawie przesłuchiwany nie byłem" - zaznaczył.

Jak dodał, przesłuchanie dotyczyło rafinerii Trzebinia, "ale nie tego czy w tej sprawie w jakikolwiek sposób interweniowałem". "Proszę pytać prokuraturę. Z uwagi na dobro i tajemnicę śledztwa oczywiście nie mogę mówić, jakie pytania zostały mi postawione" - mówił Graś.

Zarzuty przekroczenia uprawnień prokurator zamierzał postawić Parafianowiczowi. Chodziło o odstąpienie od doręczenia aktów nominacji nowego dyrektora UKS i odwołania poprzedniego. Postanowienie o przedstawieniu zarzutów z 14 marca uchylił jednak 22 marca prokurator okręgowy w Katowicach, uznając tę decyzję za przedwczesną.


W listopadzie 2008 r. UKS kończył kontrolę w Rafinerii, która sprzedawała tzw. oleje technologiczne jako olej napędowy. Inspektorzy skarbowi z Krakowa wstępnie oszacowali straty Skarbu Państwa z tego tytułu na prawie 900 mln zł; później uznali jednak, że Rafineria prawidłowo rozliczała podatek akcyzowy za lata 2003-2004.

Taka zmiana stanowiska wzbudziła podejrzenia krakowskiej prokuratury. Wystąpiła ona do Głównego Inspektora Kontroli Skarbowej o przeprowadzenie postępowania wewnętrznego. Sama też podjęła działania zmierzające do wyjaśnienia, jak możliwy był taki wynik kontroli, sprzeczny z poprzednimi twierdzeniami skarbówki i zabezpieczonymi przez śledczych dowodami.

Na zlecenie prokuratury funkcjonariusze CBA zabezpieczali dokumenty w krakowskim urzędzie skarbowym i w Ministerstwie Finansów. Wątek kontroli skarbowej przekazano prokuraturze w Katowicach.