Dwa miesiące temu „DGP” zaprosił ugrupowania parlamentarne do merytorycznej debaty programowej. Naszym celem było oderwanie się od polityki opartej na obrzucaniu się inwektywami i skupienie w zamian na rozwiązaniach, które zdecydują o kształcie państwa oraz przełożą się na codzienne życie obywateli. Przez siedem tygodni pytaliśmy o politykę społeczną, służbę zdrowia, podatki, bezpieczeństwo energetyczne, edukację, politykę zagraniczną i ułatwienia dla przedsiębiorców.

Reklama

Partie bez programów

Pierwszym zaskoczeniem było to, że pół roku przed wyborami żadna formacja nie ma gotowego programu. Przynajmniej na tyle szczegółowego, aby bez większego problemu odpowiedzieć na nasze pytania – przy każdym zagadnieniu zadawaliśmy ich od siedmiu do dziewięciu. Oto przykłady.

Stanisław Żelichowski z PSL opowiedział się za podatkiem liniowym. Potem, po publikacji tekstu w „DGP”, pretensje miała o to do niego cała partia. Z kolei gdy pytania o konkrety wysłaliśmy do Andrzeja Halickiego z PO, odpowiedzi odesłał nam w formie... wywiadu. Na kilku stronach oddawał się rozważaniom dotyczącym poszczególnych zagadnień, na które często trzeba było odpowiedzieć „tak” lub „nie”. Najdłużej jednak wspominać będziemy kontakt z Adamem Hofmanem z PiS. Gdy przez tydzień zwlekał z odpowiedziami i zmuszeni byliśmy pogrozić mu, że napiszemy, iż PiS boi się odpowiedzieć na pytania, przygotował je w pięć minut, a przez telefon nazwał nas „dziennikarskimi terrorystami”.

Drugą istotną kwestią była – w większości – przypadkowość odpowiedzi. Poważnie do debaty podszedł jedynie Sojusz Lewicy Demokratycznej. Choć odpowiedzi były często wymijające – choćby przy pytaniach o podatki i politykę społeczną – to jednak zawsze konsultowane przez odpowiednich posłów lub ekspertów. Nigdy nie zdarzyło się także, aby ta formacja unikała odpowiedzi.

Nie można tego powiedzieć o dwóch największych partiach PO i PiS. Platforma tylko raz udzieliła odpowiedzi w terminie. Często miała trudności ze sformułowaniem jasnego stanowiska. Tak było na przykład przy pytaniu o zamianę akcyzy na samochody na coroczną opłatę ekologiczną. Choć nad takim rozwiązaniem pracują Komisja Europejska i polski rząd, Platforma oficjalnie jest przeciw. Ten rozdźwięk może wynikać z tego, że wprowadzenie w życie nowych rozwiązań uderzy po kieszeni tych, którzy mają samochody starsze niż 5 lat. Czyli zdecydowaną większość.

Również PiS tylko raz odpowiedziało w terminie. Dotyczyło to polityki energetycznej, czyli materii dla partii Jarosława Kaczyńskiego kluczowej. Gdy jednak pytaliśmy np. o podatki, sprawa nie miała już tak priorytetowego znaczenia i odpowiedzi przyszły dopiero po zapowiedzi wyłączenia formacji z dyskusji. Mimo że prawdopodobnie największym osiągnięciem rządów PiS było właśnie obniżenie obciążeń fiskalnych, to teraz receptą na poprawę sytuacji ma być nie dalsza ich redukcja, ale powołanie rzecznika praw podatnika.



Najgorzej wypadły PSL i PJN. W przypadku jednej i drugiej partii to nie jakość odpowiedzi nas uderzyła – pomysły prezentowane przez te ugrupowania są bardzo ciekawe, a refleksje często trafne. Większość z nich nigdy jednak nie dotarłaby do odbiorców, bo formacje te ignorowały wszystkie terminy. Zdarzało się, że nie przysyłały ich wcale i w ostatniej chwili musieliśmy je wyciągać od liderów.

Podejście do debaty programowej oraz sposób jej prowadzenia dają rzeczywisty obraz partii. Nie wystarczy przecież wpisać na sztandary haseł obniżenia podatków, realizacji polityki prorodzinnej czy ułatwienia życia przedsiębiorcom. By tego dokonać, potrzebny jest jeszcze aparat sprawny merytorycznie i organizacyjnie. On gwarantuje, że podejmowane decyzje będą wprowadzane w życie. Jeśli formacja co tydzień ma trudności z odpowiedzią na kilka pytań, a jej przedstawiciele zgłaszają nawet pretensje o to, że się je stawia – dotyczy to wszystkich z wyjątkiem lewicy – to można mieć wątpliwości co do ich skuteczności.

Jednak krew, pot i łzy

Na szczęście lepiej było z wartością merytoryczną odpowiedzi. Tu – w większości – partie zachowują się odpowiedzialnie i nie zapowiadają rozdawania pieniędzy na szeroką skalę. Jednocześnie jak ognia boją się przyznać, że po wyborach czekają nas krew, pot i łzy, czyli dotkliwe cięcia wydatków socjalnych lub podwyżki podatków. A tylko w ten sposób Polska będzie w stanie zrównoważyć finanse publiczne i uniknąć losu Grecji, Irlandii czy Portugalii.