O decyzji byłej liderki PJN poinformował w komunikacie rzecznik prasowy ugrupowania Jacek Pilch.

Reklama

W sobotę Kluzik-Rostkowska uczestniczyła w konwencji wyborczej PO w Gdańsku. Mówiła tam, że wspiera PO, aby po wyborach parlamentarnych nie dopuścić do powstania koalicji rządowej PiS i SLD.

"Chciałabym, żeby znaleźli się na listach Platformy Obywatelskiej, dlatego że tak samo jak ja uważają, że jedno to jest kwestia partii, a drugie to jest kwestia sceny politycznej. Bardzo ważne jest, żebyśmy się nie obudzili 24. października mając za premiera Jarosława Kaczyńskiego"-powiedziała Joanna Kluzik-Rostkowska była przewodnicząca klubu parlamentarnego PJN.

Kiedy Monika Olejnik zapytała, czy nie chodzi o to, żeby obudzić się w sejmie, odpowiedziała: "Nie, chodzi o to, żeby w Polsce rządziła partia demokratyczna, a nie antysystemowa. Można sobie wyobrazić sytuację, w której Jarosław Kaczyński zostaje premierem."

Była szefowa PJN przyznała, że była kapitanem "tego statku" do zeszłej soboty. "Oddałam stery Pawłowi Kowalowi. Opuszczałam ten statek nie jako kapitan, ale jako majtek pokładowy" - powiedziała Joanna Kluzik-Rostkowska.

"Zdecydowałam się na ten trudny ruch z pełną świadomością konsekwencji, jakie spadają na mnie w tej chwili. Uznałam, że PJN pod wodzą Pawła Kowala przesuwa się w stronę PiS, będzie pracować na dobry wynik Prawa i Sprawiedliwości. (...) Jestem przekonana, że podjęłam dobrą decyzję.



Ujawniła, że negocjacje z PO rozpoczęła na życzenie części polityków PJN: "W momencie, kiedy klub zdecydował, że chce iść "na miękko", samodzielnie, część klubu poprosiła mnie o podjęcie negocjacji z Donaldem Tuskiem, ponieważ uznali, że taka polityka będzie szaleństwem. Ja te negocjacje podjęłam, spotkałam się z Donaldem Tuskiem kilka dni przed zjazdem PJN. Nie jest prawdą, że prowadziłam negocjacje bardzo długo, z Donaldem Tuskiem spotkałam się na wyraźne życzenie części klubu."

Zapytana o konkretne nazwiska, uniknęła odpowiedzi: "Była grupa polityków PJN, która uważała, że samodzielne pójście do wyborów jest szaleństwem, jest skazywaniem PJN na pracą na rzecz PiS. Ja byłam zwolenniczką negocjacji z PO lub PSL, abyśmy mogli iść pod swoim szyldem, ale na innych listach. (...) Jestem racjonalna, nie romantyczna, uznałam że polska scena polityczna jest tak mocno zabetonowana, że te kilka miesięcy nie wystarczy, żeby wedrzeć się samodzielnie na scenę polityczną."