Jarosław Kaczyński w rozmowie z tygodnikiem podkreśla, że nie wycofuje się ze słów o zamachu w Smoleńsku. Podkreśla jednak, że tak teraz, jak i po opublikowaniu przez "Rzeczpospolitą" artykułu o trotylu na wraku tupolewa, nie twierdzi, że zamachu dokonał polski rząd.
Szef PiS podaje wiele argumentów na to, że uprawnione jest mówienie o zamachu. - wyliczał Kaczyński.
Dalej, wyliczając argumenty potwierdzające zamach, mówił o teorii brzozy, podważonej przez badania m.in. prof. Biniendy, o obalonej finalnie informacji o gen. Błasiku, który, o oddaniu śledztwa stronie rosyjskiej, o koncepcji dwóch wybuchów. - stwierdził szef PiS.
Wyjaśniał, że bez względu na koszty polityczne, jego obowiązkiem jest dojście do prawdy o tragedii smoleńskiej. - podsumowuje.
Dodaje, że on sam rozważał całkowite poświęcenie się badaniu katastrofy. - ujawnił.