Dziennik Gazeta Prawana logo

Policja podsłuchiwała dziennikarzy od afery taśmowej. Specgrupa na polecenie Sienkiewicza?

31 grudnia 2015, 10:51
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Bartłomiej Sienkiewicz
Bartłomiej Sienkiewicz/Wikipedia
Choć jej istnieniu zaprzeczał do tej pory były minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz, to w Komendzie Głównej Policji działała nieformalna specgrupa podsłuchująca osoby zamieszane w aferę podsłuchową i dziennikarzy, którzy o niej pisali. Kolejne fakty wychodzą na światło dzienne.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że podsłuchiwano łącznie około 80 osób, w tym także prawników.

Zakres działań specgrupy był praktycznie nieograniczony - cel był jeden dowiedzieć się, kto stoi za biznesmenem Markiem Falentą. Nie przebierano przy tym w środkach, w tym także omijano np. policyjne procedury. W praktyce oznacza to, że podsłuchy zakładano rzekomo na osoby nieznane; w ramach śledztwa dotyczącego napaści na tle rasowym w Białymstoku, aby zataić sprawę przed prokuraturą i sądami.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że w ten sposób podsłuchiwano m.in. dziennikarzy "Wprost", publikujących stenogramy nagrań z warszawskich restauracji, a także wszystkich ludzi mediów, którzy kontaktowali się z Falentą. Dodatkowo także prawników biznesmena i byłych szefów służb specjalnych podejrzewanych o to, że mogą mieć związek z nielegalnymi nagraniami polityków, biznesmenów i wysokich urzędników państwowych w latach 2013-14.

Jak wynika także ze wstępnych wyników audytu przeprowadzonego w KGP - ujawniło je Radio ZET - na czele specgrupy stanął ówczesny szef Biura Spraw Wewnętrznych KGP. Z kolei "wszystko miał nadzorować komendant główny policji Marek Działoszyński, działając na polecenie ówczesnego szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza", pisała Rp.pl.

Nie zachowały się nagrania rozmów - miały zostać skasowane; dowodami w sprawie są teraz jedynie notatki służbowe funkcjonariuszy i ich zeznania.

Sienkiewicz zaprzeczył, że ma związek ze sprawą. - - mówił "Gazecie Wyborczej". I przyznawał, że nie jest pewien, że wszystkie te informacje są prawdzie, bo - jego zdaniem - "to może być elementem polowania na poprzedników, politycznych przeciwników”. - skwitował.

Afera, która wybuchła po tym jak ujawniono nagrania z warszawskich restauracji, doprowadziła do dymisji kilku ministrów rządu PO - stanowisko stracił także Bartłomiej Sienkiewicz. I choć sam także był nagrywany, to potem nadzorował śledztwo w tej sprawie, przypominają także media.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Media
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj