Dziennik Gazeta Prawana logo

"Minister edukacji coś sobie zapisała w ustawie, a w dodatku nie dała na to pieniędzy"

18 marca 2017, 10:12
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Dzieci w szkole przy tablicy
Dzieci w szkole przy tablicy/Shutterstock
"Nauczyciele nie zostawią dzieci, samorządy też staną na głowie, by szkoły jakoś dostosować.To oni będą pracować nad zmianami, a nie minister edukacji Anna Zalewska, która sobie coś zapisała w ustawie, a w dodatku nie dała na to pieniędzy" - mówi w "Magazynie DGP" Olgierd Porębski, prawnik, lider protestu rodziców przeciwko reformie oświaty.

W jakim wieku są pana dzieci?

Osiem, dziesięć i dwanaście lat. Dwaj chłopcy, w środku dziewczyna.

Mój syn był trzecim rocznikiem, którego objęła reforma gimnazjalna Handkego i to, co przeszłam razem z nim, to było piekło. Chaos i niepewność.

Obawiam się powtórki z rozrywki.

Ale czego najbardziej? Bo tak się zastanawiam: jest pan przeciwny reformie i obstaje za gimnazjami czy po prostu jest przeciwko PiS?

Jestem przeciwko tej reformie wdrażanej w ten sposób.

A co jest w niej najgorszego?

Najgorsze jest wszystko to, co towarzyszy likwidacji gimnazjów. Sposób wdrożenia reformy niszczący dotychczasowe plany edukacyjne młodzieży. Do tego nowa, nieprzygotowana podstawa programowa i nowa siatka godzin.

Mam wrażenie, że jest sporo osób, które krytykują zmiany tylko dlatego, że robi je PiS. Rozmawiałam wczoraj z emerytowaną nauczycielką, która do niedawna była przeciwniczką gimnazjów, lecz teraz jest za, bo likwiduje je partia Kaczyńskiego.

Pewnie jest sporo osób, które popierają nasz protest wyłącznie dlatego, że jest wymierzony w zmiany proponowane przez rząd PiS. Z drugiej strony mamy spory problem, by pokonać brak zainteresowania części rodziców, którzy każdy protest postrzegają jako inicjatywę KOD. A jakie jest meritum, to ich już nie interesuje.

Pan zaprzecza temu, że to polityczna kwestia?

Nie, nie zaprzeczam. Ale to nie jest walka z PiS tylko dlatego, że jest PiS, lecz walka z konkretną reformą tej większości parlamentarnej. Dziś każdy sprzeciw wobec działań rządu jest postrzegany jako zaangażowanie w politykę. Ale w wykonaniu protestujących rodziców polityka, zgodnie z definicją Arystotelesa, jest działaniem na rzecz dobra wspólnego. W tym sensie wszyscy rodzice, którzy angażują się w przedsięwzięcia przeciwko reformie albo za nią – choć takich zbyt wielu nie znam – mam nadzieję, działają dla dobra wspólnego.

Ale polityków do tego wzięliście.

Nie.

Moment, szukam w notatkach. Dorota Łoboda z ruchu Rodzice przeciwko reformie edukacji zapytana przez „GW”, dlaczego do komitetu referendalnego weszli działacze PO, PSL czy Nowoczesnej, odpowiedziała: „Nie widzę powodu, dla którego mieliby nie wchodzić, jeżeli tak jak my są przeciwni reformie, a mogą nam pomóc. Poza tym to nasi przedstawiciele w Sejmie, będą nam potrzebni". Pani Łoboda nie jest wasza?

Dorota Łoboda to rodzic angażujący się przeciwko reformie edukacji. Działamy razem. Trzeba sobie jednak uzmysłowić, że są dwie równoległe inicjatywy: jedna – referendalna, druga – to sprzeciw rodziców wobec reformy oświaty. One się uzupełniają. W pierwszą angażują się politycy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj