Politycy Platformy: rzecznik partii Jan Grabiec i poseł Marcin Kierwiński komentowali m.in. poniedziałkową wypowiedź rzeczniczki PiS Beaty Mazurek na temat wydarzeń w Radomiu, gdzie doszło do pobicia działacza KOD przez aktywistów ubranych w koszulki Młodzieży Wszechpolskiej. Posłanka PiS mówiła dziennikarzom w Sejmie: . Później napisała na Twitterze:
- ocenił Kierwiński, odnosząc się do wypowiedzi Mazurek dla dziennikarzy. - - dodał poseł PO.
Jego zdaniem, "jeżeli ważny polityk w Polsce mówi, że rozumie bandytów, którzy napadają ludzi na ulicach, to naprawdę jesteśmy na bardzo złej drodze do Białorusi". - - uznał Kierwiński.
Grabiec przypomniał, że w poniedziałek Platforma skierowała pismo do szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka, w którym oczekuje wyjaśnień w sprawie "niewłaściwego zabezpieczenia" sobotniej demonstracji. Pyta w nim m.in. ilu funkcjonariuszy policji zostało oddelegowanych do zabezpieczenia zgromadzenia, dlaczego policjanci ci "nie reagowali właściwie na brutalne zachowania członków organizacji skrajnie prawicowych", a także kto podjął decyzję o "niezapewnieniu należytej ochrony" manifestacji KOD.
PO pyta ponadto w piśmie do szefa MSWiA, czy "wzorem decyzji wydanej w związku z manifestacjami przed budynkiem Sejmu RP, odbywającymi się w okresie od 16 grudnia 2016 r. do 12 stycznia 2017 r. zostaną upublicznione przez policję wizerunki osób, które brały udział w pobiciu jednego z uczestników manifestacji z dnia 24 czerwca 2017 r. w Radomiu".
- podkreślił Grabiec. Jego zdaniem, "wygląda to na działanie nieprzypadkowe".
Grabiec wezwał prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, by zajął stanowisko w sprawie zajść w Radomiu i "wytłumaczył jasno jakie jest stanowisko PiS jeśli chodzi o użycie przemocy wobec osób, które mają inne poglądy polityczne niż partia rządząca". - - zaznaczył polityk Platformy.
Rzeczniczka mazowieckiej policji, nadkom. Alicja Śledziona poinformowała we wtorek, że w związku z sobotnimi zajściami, odwołany został komendant policji w Radomiu, podinsp. Piotr Kostkiewicz. Trzech mężczyzn usłyszało zarzuty pobicia działacza KOD na manifestacji; z kolei dwóm osobom, z dziewięciu ustalonych, przedstawiono już zarzuty w związku z zakłóceniem legalnego zgromadzenia Komitetu.
Szef MSWiA mówił w poniedziałek rano w "Sygnałach Dnia" radiowej Jedynki, że policja była obecna na miejscu demonstracji KOD; przyznał jednak, że "wszystko wskazuje na to, że siły były zbyt małe".
Minister podkreślił, że choć incydent nie powinien się zdarzyć, to - według niego - do takich zdarzeń dążą politycy PO. - - powiedział Błaszczak.
W sobotę grupa ubranych w koszulki Młodzieży Wszechpolskiej młodych ludzi pojawiła się na manifestacji KOD-u zorganizowanej z okazji rocznicy radomskiego Czerwca’76. Młodzi ludzie wykrzykiwali hasła m.in. "Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę!". Działacze i sympatycy Komitetu Obrony Demokracji starali się zagłuszać narodowców sygnałami z syren, brawami i gwizdami. W pewnym momencie doszło do bójki pomiędzy przedstawicielami obydwu stron. Przedstawiciele KOD-u informowali potem na portalach społecznościowych, że jeden z ich działaczy został zaatakowany przez przedstawicieli Młodzieży Wszechpolskiej. Ci z kolei twierdzili, że musieli bronić swojego kolegi, zaatakowanego przez przedstawiciela KOD-u.