Dziennik Gazeta Prawana logo

Mają ją: Izrael, Rosja czy Chiny. Zachód dopiero zaczyna rozumieć, że też jej potrzebuje. Co to jest MaBeNa?

9 stycznia 2018, 08:41
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Polska
Polska/Shutterstock
Państwowe maszyny narracyjne funkcjonują w wielu krajach. Ale są w nich częścią szerszej strategii obronnej, której Polsce brakuje.

Pojęcie maszyna bezpieczeństwa narracyjnego rozpoczęło karierę w polskim dyskursie publicznym za sprawą doradcy prezydenta prof. Andrzeja Zybertowicza. Tydzień temu na antenie Tok FM stwierdził on, że taki twór powinien zostać powołany. - tłumaczył socjolog. Choć pomysł przez wielu komentatorów i polityków został wyśmiany jako absurdalny, podobne instytucje funkcjonują już w innych krajach. Sam Zybertowicz powołuje się m.in. na Izrael.

Izraelski odpowiednik MaBeNy opisywał były ambasador USA w Arabii Saudyjskiej Chas Freeman, obecnie szef think tanku Middle East Policy Council. - tłumaczył były dyplomata i dodawał, że dzięki odpowiednim narracjom można legitymizować pewne punkty widzenia i delegitymizować inne.

I tak podczas zamieszek w Strefie Gazy Izrael stara się podsuwać amerykańskim mediom korzystne dla siebie tematy, m.in. za pośrednictwem mediów społecznościowych. Co ciekawe, istnieje nawet organizacja o tej samej nazwie, umożliwiająca amerykańskim studentom wyjazdy do Izraela, podczas których są oni szkoleni, jak powinni opowiadać za Atlantykiem o polityce władz w Jerozolimie.

Rozbudowane maszyny narracyjne mają również takie kraje jak Rosja czy Chiny. O słynnej już fabryce internetowych trolli w Petersburgu informowały m.in. brytyjski „The Independent” oraz media rosyjskie. Dowodem na to, jak olbrzymi wpływ może mieć takie skoordynowane budowanie narracji, są m.in. niejasności wokół wpływu Rosjan na ostatnie wybory prezydenckie w USA, na referendum w sprawie brexitu czy ostatnio kwestię niepodległości Katalonii. Przed wrześniowymi wyborami parlamentarnymi niemieckie służby wprost mówiły o zagrożeniu manipulacją ze strony Moskwy.

Także Chiny mają poważne zasoby, by wpływać na kształtowanie opinii. Są one jednak w dużej mierze do użytku wewnętrznego. Jak podaje „The Atlantic”, jest to połączone z cenzurą internetu. Tak było w przypadku zamachu na dworzec kolejowy w Urumqi w 2014 r. Poza blokowaniem haseł w największej wyszukiwarce internetowej w Chinach, w mediach społecznościowych dało się zaobserwować zmasowany wysyp wiadomości rządowych trolli dotyczących właśnie tego tematu.

Jak na tym tle wypada demokratyczny Zachód? Podobne narzędzia kształtowania świadomości i wpływania na obywateli na taką skalę nie są używane. Ale to nie znaczy, że problemu nie ma i Zachód nie musi się bronić. - tłumaczył rok temu DGP Janis Sarts, dyrektor Eksperckiego Centrum Komunikacji Strategicznej NATO w Rydze.

- dodawał. Zdaniem Sartsa własna narracja miałaby przypominać, dlaczego Zachód wierzy, że jego sposób życia jest najlepszy. - dowodził.

O słowa prof. Zybertowicza spytaliśmy też byłego szefa Agencji Wywiadu płk. Grzegorza Małeckiego. - pyta wieloletni pracownik służb.

- twierdzi płk Małecki.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj