Zbigniew Gryglas, wiceprezes koalicyjnej partii Porozumienie (w październiku odszedł z Nowoczesnej), absolwent Krajowej Szkoły Administracji Publicznej i członek rady Służby Publicznej, ma być odpowiedzialny za odkręcenie reformy w służbie cywilnej. Chodzi przede wszystkim o zmiany w obsadzaniu najważniejszych stanowisk w korpusie obsługującym administrację rządową. Od 23 stycznia 2016 r. nie ma na nie konkursów. Każdy minister lub wojewoda, a także szef urzędu rządowego, może z dnia na dzień zrobić dyrektorem dowolną osobę bez sprawdzania jej kompetencji. Albo odwołać nawet świetnie wykształconego i doświadczonego specjalistę.
Gryglas ma opracować projekt poselski, który nie tylko przywraca konkursy i je uszczelnia, ale też upraszcza całą procedurę (dawniej rekrutacja trwała nawet kilka miesięcy). Zielone światło dostał ponoć od samego premiera Mateusza Morawieckiego.
Promowanie najlepszych
- wyjaśnia w rozmowie z DGP Zbigniew Gryglas. Dodaje, że nowy premier stawia na fachowców i profesjonalistów. – Dla ludzi, którzy na co dzień z nim współpracują, przystąpienie do konkursu i jego wygranie nie będzie najmniejszym problemem – dodaje.
Eksperci chwalą pomysł partii Porozumienie. – mówi dr Stefan Płażek, adwokat i adiunkt z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Podkreśla, że obowiązujące od dwóch lat powołania na stanowiska to rozwiązanie wypromowane przez Stalina.
Gest wobec Brukseli
Jarosław Gowin nigdy nie był zwolennikiem obsadzania kluczowych stołków w administracji w drodze zwykłych powołań. Jego resort nauki nawet po zmianie przepisów prowadził postępowania konkursowe na stanowiska kierownicze. Podobnie robiła była szefowa Ministerstwa Cyfryzacji Anna Streżyńska.
Gdy rok temu PiS reformował administrację rządową, Komisja Europejska zarzuciła rządowi jej upolitycznianie i alarmowała, że likwidacja konkursów negatywnie wpłynie na efektywność i fachowość urzędników. Zbigniew Gryglas nie kryje, że przywrócenie dawnych zasad ma być swego rodzaju wyciągnięciem ręki w stronę Unii. – deklaruje.
Opozycja jednak ma na ten temat inne zdanie. - uważa Marta Golbik z PO. I wyraża nadzieję, że UE nie zachwyci się tym jednym gestem w postaci odkręcenia reformy służby cywilnej.
Czystek nie będzie
Gryglas zapewnia jednak, że po planowanych zmianach dyrektorzy, którzy przyszli do urzędów "z ulicy", będą musieli przystąpić do konkursów. Reszta, która służyła także przed 23 stycznia 2016 r., zostanie na stanowiskach. Im zmiana przepisów bardzo się podoba, bo - jak sami mówią - od dwóch lat siedzą na minie: w każdej chwili mogą zostać odwołani. Do tego osobom piastującym kierownicze funkcje w administracji trudniej jest uzyskać np. kredyt mieszkaniowy, bo nie mają, jak poprzednio, umów na czas nieokreślony.
Paradoksalnie, rozwiązanie zaproponowane przez Gryglasa jest korzystne również dla dyrektorów "z ulicy". Bo jeżeli wygrają konkursy, to po przejęciu władzy przez inną ekipę będą bezpieczni. Nikt bez zbędnych formalności i z dnia na dzień nie będzie mógł odwołać ich ze stanowiska.
Największą przeszkodą, jaka może stanąć Porozumieniu na drodze do reformy administracji, jest... PiS. - komentuje prof. Józefina Hrynkiewicz, posłanka PiS i była dyrektor KSAP.
psav linki wyróżnione