"Szczyt NATO 2016 w Warszawie i jego wpływ na bezpieczeństwo Polski" – tak brzmi tytuł pracy licencjackiej napisanej przez byłego rzecznika MON i bliskiego współpracownika Antoniego Macierewicza.

Reklama

Z informacji, do których dotarł Onet.pl wynika, że została ona oceniona na cztery z plusem. Misiewicz za "gratulacje, trzymanie kciuków i wsparcie" podziękował na Twitterze.

A jakie są pana plany? Powrót do polityki pana nie korci? - pyta z kolei w środę "Super Express". – Panie redaktorze, jeśli chodzi o pracę dla Polski, jestem gotów podjąć ją teraz i w każdym momencie - odpowiada Bartłomiej Misiewicz. Zapowiada też, że w październiku rozpoczyna studia magisterskie (politologia), także w Wyższej Szkole Kultury i Środków Przekazu w Toruniu.

Członkiem Prawa i Sprawiedliwości Misiewicz został w 2010 roku. Od listopada 2015 do marca 2017 roku pełnił funkcje rzecznika prasowego MON i szefa gabinetu politycznego ministra Antoniego Macierewicza. We wrześniu 2016 roku został członkiem zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej. W kwietniu 2017 r. komisja partyjna powołana przez Jarosława Kaczyńskiego negatywnie oceniła Misiewicza i stwierdziła, że nie ma on kwalifikacji do pełnienia funkcji w sferze administracji publicznej, spółkach Skarbu Państwa i innych sferach życia publicznego. Misiewicz został zawieszony w prawach członka partii. Niedługo potem sam zrezygnował z członkostwa w PiS. Stracił pracę w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, a wcześniej przestał być rzecznikiem MON. Rzeczniczka partii Beata Mazurek poinformowała, że wpływ na tę decyzję miał całokształt doniesień medialnych, które bulwersowały opinię publiczną.

Reklama

Kontrowersje wzbudził m.in. fakt nadania Misiewiczowi medalu za zasługi dla obronności kraju. Wielu osobom w polskiej armii nie podobało się również, iż kilku żołnierzy podczas spotkań salutowało ówczesnemu rzecznikowi MON. Miało to miejsce m.in. podczas święta 34. Pułku Piechoty w Białej Podlaskiej (2017 r.) oraz obchodów Święta Konstytucji 3 Maja w województwie łódzkim (2016 r.).

Odchodząc z PiS Misiewicz tłumaczył, że robi to, "by nie obarczać obozu Zjednoczonej Prawicy atakami na niego". Był zdania, że wykorzystywano jego nazwisko do "brudnej kampanii, by przykryć sukcesu rządu PiS".