Wszystko zaczęło się od internetowego wpisu Sebastiana Kalety, stołecznego radnego PiS, znanego też z członkostwa w komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji warszawskiej. "Święta Bożego Narodzenia Warszawa reklamuje symbolem, który przypomina stosowany w kulturze islamu półksiężyc (hilal). Rozumiem, że intencją było, by ważne chrześcijańskie święto pokazać jako świeckie, ale chyba nie wyszło..." - napisał na Twitterze, zamieszczając zdjęcie plakatu promującego iluminację i inne świąteczne wydarzenia w stolicy.
Święta Bożego Narodzenia Warszawa reklamuje symbolem, który przypomina stosowany w kulturze islamu półksiężyc (hilal).
— Sebastian Kaleta (@sjkaleta) December 6, 2018
Rozumiem, że intencją było, by ważne chrześcijańskie święto pokazać jako świeckie, ale chyba nie wyszło... pic.twitter.com/4hYRjlizBb
Zaraz po tym wpisie posypały się komentarze, niektóre mocno wyśmiewały uwagi radnego. Padały pytania czy polityk nie powinien zająć się teraz np. rogalami marcińskimi. Oczywiście - ze względu na ich kształt.
Zapewne dlatego Sebastian Kaleta poczuł się w obowiązku iść dalej w polemikę w mediach społecznościowych. "Zwrócenie uwagi na oczywiste skojarzenia na plakacie, który dotyczy święta religijnego (na takowych zwraca się uwagę na symbole kojarzone z religiami) spowodowało straszne poruszenie lewicy twitterowej. Wyluzujcie, bo gdyby ktoś krzyż tam umieścił, to byście krzyk podnieśli" - napisał.
"Element każdego plakatu niesie za sobą określoną symbolikę. Jednemu może kojarzyć się z tym, drugiemu z tamtym. To podstawa tworzenia prac graficznych. Laicyzacja Świąt Bożego Narodzenia to znany proces, dlatego chrześcijanie na takich plakatach szukają określonych symboli" - przekonywał w kolejnym wpisie, by w jeszcze następnym dodać, że "ciałem niebieskim, które chrześcijanom kojarzy się ze Świętami jest Gwiazda Betlejemska".
Co na to stołeczny Ratusz? - – powiedział Onetowi Robert Zydel z Biura Marketingu Urzędu m.st. Warszawy.
- – dodał Zydel.
Pociąg do wiedzy
I gdy jedną burzę udało się zażegnać, przyszła kolejna...
"Pociąg jakiegoś nowego państwa podstawiony na dworcu we Wrocławiu. Grafika nawiązuje do naszego zachodniego sąsiada z lat 30tych" - napisała w mediach społecznościowych Ewa Stankiewicz.
pociąg jakiegoś nowego państwa podstawiony na dworcu we Wrocławiu. grafika nawiązuje do naszego zachodniego sąsiada z lat 30tych pic.twitter.com/S8RIwFRI5y
— Ewa Stankiewicz - Jørgensen (@ewa_stankiewicz) December 7, 2018
I jak w przypadku cytowanego wcześniej radnego PiS, tak i ten wpis spotkał się ze zdecydowaną reakcją. Tym bardziej, że tu nie o skojarzenia chodzi, lecz o fakty. Komentatorzy byli więc bezwzględni w ocenie.
"Pani redaktor, to herb Dolnego Śląska. Nawet w internecie o tym jest napisane" - przekonywał jezuita Grzegorz Kramer, a swój wpis na Twitterze opatrzył linkiem do znanej encyklopedii internetowej.
Inny komentator wskazywał, że "ten herb Dolnego Śląska...wywodzi się od herbu śląskiego księcia Henryka II Pobożnego".
Pytanie, co obie sprawy mają ze sobą wspólnego, poza zbyt daleko idącymi lub niefortunnymi skojarzeniami? Na upartego można powiedzieć, że łączy je rzeczony półksiężyc. Ale żeby nie pojawiły się nowe skojarzenia przypominamy: na śląskim herbie widnieje on mniej więcej od 1200 r., a na niebie nad nami... Od dawna.