Wicepremier i minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotr Gliński odniósł się do reakcji opozycji i części mediów na słowa, które padły w listopadzie w rozmowie z tygodnikiem "Wprost". "Język, którym mówi się o PiS, ma wykluczać, unicestwiać, ma nas odczłowieczać, delegitymizować, mamy być tak traktowani, jak Żydzi przez Goebbelsa. Ma wzbudzać w nas obrzydzenie" - powiedział wówczas Gliński.

Reklama

Mówiłem o języku, a dowiedziałem się, że mówię o Holokauście. Próbowano nawet zrobić ze mnie antysemitę i człowieka, który nie zna historii. Szaleństwo i próba zabicia wolności słowa. W żadnym elemencie nie porównywałem naszej sytuacji do losu ofiar niemieckiego ludobójstwa. Odnosiłem się jedynie do porównania technik propagandowych, technik wykluczenia, dehumanizacji, budowania kordonów sanitarnych wobec części społeczeństwa - powiedział minister kultury i dziedzictwa narodowego tygodnikowi.

Gliński zaznaczył, że dobrym przykładem "języka nienawiści" są słowa "pisowska szarańcza".

Ich autorem jest lider PO Grzegorz Schetyna, który podczas październikowej konwencji regionalnej Koalicji Obywatelskiej w Poznaniu mówił, że w najbliższych wyborach (samorządowych - PAP) Polacy wybiorą między "wolnością" a "brakiem wolności". "Musimy wygrać te wybory i zmobilizować wszystkie pozytywne siły i strząsnąć ze zdrowego drzewa naszego państwa PiS-owską szarańczę" - stwierdził wówczas szef Platformy.

Gliński pytany, czy popełnił błąd, porównując język propagandy III Rzeszy do języka używanego przez opozycję odpowiedział, że nie był to błąd merytoryczny, ale "polityczny - być może".

Mimo zrozumiałych emocji musimy zrobić wszystko, by nie dać się wciągnąć w takie medialne przepychanki. Nie dawać pretekstu, bo nasi przeciwnicy walczą głównie przez emocje - dodał.

Wszystko jest redukowane do ekstremalnie radykalnych potępień, mamy ciągłe stosowanie technik manipulacyjnych, jak kreowanie sytuacji tzw. paniki moralnej. To polega na tym, że każde normalne działanie z naszej strony, które zagraża ich interesom, choć w innym kontekście jest całkowicie neutralne i akceptowalne, może być traktowane jako atakujące najświętsze, najważniejsze, niepodważalne wartości. Cokolwiek zrobimy, jest uznawane za atak na wolności, demokrację, prawość, przyzwoitość - ocenił minister.