Reforma dotycząca systemu kształcenia podyplomowego lekarzy i warunków pracy była jednym z warunków porozumienia z Ministerstwem Zdrowia, które na początku zeszłego roku zakończyło protest rezydentów. Przygotować miał ją zespół, na czele którego stanęli liderzy tej akcji – Jarosław Biliński i Łukasz Jankowski (obecnie wiceprezes i prezes stołecznej izby lekarskiej). W jego skład weszli także inni przedstawiciele środowiska. Powstał projekt wraz z kompletem aktów wykonawczych, i w styczniu został przekazany ministrowi. Zespół chciał, by resort przyjął go w całości.
Projekt widmo
Po pięciomiesięcznych analizach minister Łukasz Szumowski poinformował, co znajdzie się w projekcie, który zostanie w tym tygodniu skierowany do dalszych prac. Jak podkreślił, ok. 80 proc. propozycji zostało uwzględnionych. Lekarze jednak widzą to nieco inaczej.
– podsumowuje Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL).
Pod koniec zeszłego tygodnia minister spotkał się z przedstawicielami OZZL, by zaprezentować projekt. Zaproszono również członków zespołu, ci jednak odmówili udziału.
– – mówi Łukasz Jankowski. – – dodaje.
Gotowego projektu rzeczywiście jeszcze nie pokazano.
– mówi Bartosz Fiałek z zarządu krajowego OZZL, który brał udział w spotkaniu.
Uznaje jednak za niepokojące, że resort nie przesłał wcześniej nawet prezentacji na temat ustawy. – podkreśla.
Ministerialna wrzutka
Przedstawicielom zespołu nie podoba się m.in. to, że do projektu wpisano przepisy dotyczące nostryfikacji dyplomów.
– tłumaczy Łukasz Jankowski.
Nie do końca zgadza się z nim Bartosz Fiałek, który inaczej odczytuje intencje resortu. Jego zdaniem w ten sposób rząd przygotowuje się na ewentualne protesty lekarzy – tak jak próbowano zastąpić nauczycieli, tak ma być możliwość zastąpienia medyków ich kolegami spoza Unii Europejskiej.
– uważa Bartosz Fiałek.
Podkreśla jednak, że druga część tych przepisów może być niebezpieczna. – – mówi.
Jego zdaniem to sposób na łatanie braków kadrowych. Tym bardziej, że bez nostryfikowanego dyplomu ci lekarze nie będą mogli pracować w innych krajach UE, więc nie wyjadą z Polski.
Co zostało, co wypadło
Resort pozostawił w projekcie wiele ważnych dla środowiska zmian, np. ułatwiających nabór na specjalizacje (ogólnopolska rejestracja, dostęp do wszystkich wolnych miejsc w kraju), możliwość odbywania rezydentury jedynie w formie odpłatnej, czyli de facto likwidacja wolontariatu. Część podstawowego modułu specjalizacji (prawdopodobnie pół roku) będzie realizowana w placówkach I i II stopnia referencyjności. To oznacza nie tylko szpitale powiatowe, ale również np. miejskie, więc nie musi wiązać się z pracą poza miejscem zamieszkania. Ma to służyć temu, by rezydenci wyszli poza kliniki.
Znalazły się w nim także przepisy dotyczące certyfikowania umiejętności lekarskich. Pierwotnie miało być to związane ze zmniejszeniem liczby specjalizacji, tu jednak resort uznał, że nie należy się spieszyć. Minister Szumowski przyznał, że redukcja jest niezbędna, ale to skomplikowany proces – jego zdaniem praca na przyszłą kadencję. Jeśli zaś chodzi o certyfikaty umiejętności, zgodnie z projektem mają je wydawać towarzystwa naukowe – te, które uzyskają akredytacje ministerstwa.
Ważną zmianą jest też jawność pytań egzaminacyjnych. 70 proc. ma być z wcześniej udostępnionej puli. Będzie też dodatkowy egzamin – modułowy (PEM), w trakcie specjalizacji, po którym lekarz ma zyskać większe uprawnienia i płacę.
Resort nie zgodził się m.in. na wynagrodzenia dla kierowników specjalizacji i nie zaakceptował płacenia specjalistom za "zejścia po dyżurze" (czyli za obowiązkowy czas odpoczynku). Taki przywilej dotyczył będzie tylko rezydentów. A to dlatego, że – jak tłumaczył minister – to resort ich de facto zatrudnia. Nie może jednak narzucać takiego rozwiązania innych pracodawcom, którzy zresztą ten pomysł stanowczo oprotestowali.
Co dalej?
– podkreśla Łukasz Jankowski.
Przyznaje, że nie wiąże zbyt wielkich nadziei z procesem konsultacji (resort zapowiedział, że tak duża zmiana zostanie im poddana w normalnym trybie, choć czasu do końca kadencji jest niewiele).
– mówi.
Dodaje, że kroki wykonywane przez ministerstwo są niezrozumiałe, bo cała rzecz dzieje się na trzy tygodnie przed planowaną na 1 czerwca przez lekarzy manifestacją. I zapowiada, że po niej środowisko zdecyduje, jakie dalsze kroki podejmie w tej sprawie.
Zdaniem Bartosza Fiałka projekt ten – przed manifestacją i rozważanym protestem na jesieni – będzie sprawdzianem dla środowiska lekarskiego, czy rzeczywiście się interesuje tym, co dzieje się w systemie i chce zmian.
– ocenia.