Wassermann oceniła, że raport podsumowujący to jeden z największych materiałów, z jakimi przyszło zmierzyć się jakiemukolwiek organowi.

Jak się go przeczyta, to proszę mi uwierzyć, on jest porażający bez naciągania czegokolwiek – powiedziała w Radiu Zet.

Zapewniła, że ze strony PiS nie było nacisków politycznych na pogrążenie byłego premiera.

Jeśli oczekiwania opinii publicznej były takie, że Donald Tusk wyjdzie w kajdankach, to przykro mi. Ja nie pracuję na opinię publiczną. Jestem prawnikiem i cenię sobie swoje nazwisko – powiedziała.

Dodała, że nigdy nikt nie mówił jej, jak ma prowadzić komisję i kogo wzywać jako świadka.

Pytana o to, co udało się ustalić komisji w sprawie Donalda Tuska, odpowiedziała, że w konkluzji raportu jest napisane, że "nie zapewnił koordynacji prac organów administracji rządowej".

To, że był parasol ochronny nad Marcinem P., to ja nie mam żadnych wątpliwości. Proszę pamiętać o tym, że ja jestem prawnikiem. I tak żeśmy pracowali, komisja miała bardzo wielu doskonałych prawników jako doradców. Pracowaliśmy na tym materiale, jaki żeśmy pozyskali. Takie wnioski są, jakie zostały ustalone. Nie były i nie będą naciągane żadne inne. Mogę powiedzieć w ten sposób: nie mam wątpliwości żadnych, że Marcin P. był słupem, nie mam wątpliwości żadnych, że był nad nim parasol ochronny – powiedziała Wassermann.

Ale nie udało się ustalić, kto za nim stał i czy w ogóle ktokolwiek? – zastanawiała się Lubecka.

Proszę nie zapominać o jednej rzeczy: komisja śledcza rozlicza urzędników państwowych za wykonywanie swojej działalności. Przecież ja nie posiadam uprawnień operacyjno-śledczych, abym mogła przeprowadzać takie analizy, które mogłyby to pogłębić. Od tego są służby specjalne i prokuratura. Zapewniam panią, że pracują bardzo intensywnie. I przypominam, że dodatkowych 15 osób stoi pod zarzutami. Za chwilę będziemy mieć kolejną osobę. Natomiast z tą osobą kolejną, na którą czekamy na zarzuty, jest problem taki, że posiada immunitet i skutecznie do tej pory z tego immunitetu korzystała – odpowiadała Wassermann w Radiu ZET.

Dodała, że prokurator prowadząca to postępowanie korzystała zarówno ze zwolnień z L4, jak i z immunitetu. - To powoduje, że mimo że już ten immunitet po wielu miesiącach został uchylony, z tego, co wiem, nie ma jeszcze postawionego zarzutu. Ale to są przyczyny formalne – tłumaczyła posłanka.

W rozmowie poruszony został także wątek łódzkiej Prokuratury Okręgowej, która w ubiegłym roku umorzyła sprawę przekazywania przez Michała Tuska, syna byłego premiera, tajemnic dotyczących przewoźników lotniczych Marcinowi P., czyli twórcy Amber Gold.

- Proszę pamiętać o tym, że w przypadku Michała Tuska dla mnie to nie jest problem związany z tym, czy on przekazał jeden czy drugi mail. Ja mam na ten temat swoją opinię, bardzo precyzyjnie i szczegółowo opisaną w raporcie. Problem polega na tym, że Michał Tusk z tego materiału, który żeśmy pozyskali, zarówno jeśli chodzi o dokumentacje, jak i zeznania świadków, on po prostu służył do tego, że powszechnie Marcin P. i jego otoczenie chwaliło się Michałem Tuskiem w stosunku do swoich kontrahentów. No i jak widać działało – mówiła Wassermann.

Tłumaczyła także, dlaczego to nie ona będzie prezentować raport z prac komisji.

Sytuacja wyglądała w ten sposób, że jest możliwość taka, że może być debata, może debaty nie być. Ja uzyskałam taką informację, że przyjęcie raportu na komisji kończy pracę i w zasadzie zakończyłam komisję. I w tym momencie ktoś krzyknął do mnie z doradców: „Proszę jeszcze wyznaczyć sprawozdawcę”, więc ja po prostu takim odruchem powiedziałam: "Jarek Krajewski". I w ten sposób został… Ja będę prezentowała stanowisko klubu w tym zakresie. Ale żeby było jasne – ja nie mam z tym najmniejszego problemu, ponieważ my żeśmy pracowali absolutnie wspólnie, uzupełnialiśmy się, jeżeli chodzi o Jarka Krajewskiego... – tłumaczyła.