To naturalne, że taka debata powinna się odbyć. Do tej pory nie mam jednak odpowiedzi z drugiej strony. Mam więc nieodparte wrażenie, że uczciwej, otwartej konfrontacji premier Kaczyński po prostu się obawia. Woli szukać zastępczych, łatwych i wygodnych dla siebie pól do dyskusji. Takich jak spotkanie z Aleksandrem Kwaśniewskim. Innego tłumaczenia dla faktu, że premier unika debaty ze mną, nie znajduję.
Media, a zwłaszcza telewizja publiczna i radio publiczne, powinny być szeroko otwarte dla wszystkich liderów i kandydatów. To jest ich oczywisty obowiązek, żeby stworzyć pole do konkurencji pomiędzy wszystkimi zainteresowanymi - kampania powinna być uczciwą rozmową wszystkich konkurentów politycznych. Dlatego jestem gotów do poważnej debaty także z innymi, na równych prawach.
Premier nie powinien obawiać się debaty ze mną. Nie stosuję żadnych "haków", podstępów czy wybiegów. Liczę za to na uczciwą dyskusję o tym, co się stało przez ostatnie dwa lata. O tym, dlaczego te dwa lata zostały w dużym stopniu zmarnowane. A także o tym, co można zrobić przez najbliższe miesiące i lata, żeby nadgonić ten czas - stracony przez premiera Kaczyńskiego i polityków Prawa i Sprawiedliwości.
Argumenty, które przedstawiam z Platformą Obywatelską, od dawna są oczywiste i powszechnie znane. Dlatego sądzę, że premier Kaczyński unika spotkania, bo do dzisiaj nie znalazł na nie odpowiedzi. Dlaczego tylu Polaków wyemigrowało z kraju, skoro zdaniem PiS i premiera Kaczyńskiego jest tak dobrze? PiS nie ma na to pytanie odpowiedzi. Premierowi Kaczyńskiemu o wiele wygodniej jest dziś toczyć jałowe dysputy o komunizmie, ekscesach alkoholowych i lustracji z emerytowanym prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim. O tych prawdziwych problemach, takich jak ochrona zdrowia, drogi, pieniądze z Unii Europejskiej, pan premier boi się rozmawiać. Nie dziwię się. Każdy po dwóch latach takich rządów bałby się takiej debaty.