W przeliczeniu na mandaty PiS może więc liczyć na ok. 260, a KO otrzymałaby powyżej 130 mandatów. PSL przypadłoby kilkanaście mandatów, a lewicy ok. 60.
Z tymi szacunkami zgadzają się sztabowcy PiS. - Ten trend widać w innych badaniach, momentami oscylujemy wokół 250 mandatów, ale nastrój jest daleki od triumfalizmu - mówi nam polityk PiS. 

Badania wskazują, że PiS ma stabilne oparcie dające mu bezpieczną samodzielną większość, choć ani razu od początku kampani nie zbliżył się do progu 276 mandatów, który umożliwia odrzucenia prezydenckiego weta - mówi Marcin Duma, prezes Ibris.

Przy tego typu sondażach politycy PiS zwracają szczególną uwagę na to, czy ich potencjalny rywal na prawicy - Konfederacja - znalazł się nad czy pod progiem wyborczym. W naszym badaniu do jego przekroczenia formacji zabrakło nieco ponad pół procent.

Konfederacja pod progiem to dla nas dobra informacja, nie tylko z powodu dzielących nas różnic, ale również z powodu metody d’Hondta i późniejszego podziału mandatów - przyznaje wicerzecznik PiS Radosław Fogiel.  Z naszego punktu widzenia tylko głosowanie na PiS jest głosem przeciwko pojawiającym lewicowym ideom - dodaje.

Opozycja liczy, że nawet jeśli PiS wygra wybory, to nie na tyle, by potem móc sformułować rząd. -Założeniem kordonu opozycji wokół PiS byłoby to, że my nie mamy większości, a ma ją opozycja. Oczywiście wszystko jest możliwe dopóki wybory się nie rozstrzygną, dlatego ciężko pracujemy na dobry wynik - dyplomatycznie ocenia Radosław Fogiel.

Politycy KO wciąż uważają, że wygrana z PiS jest w ich zasięgu. Mamy jeszcze trzy tygodnie kampanii, wiele rzeczy może się wydarzyć - komentuje z kolei Jacek Protas z KO.  To, co PiS osiąga w sondażach to maksimum możliwości, my mamy jeszcze głębokie rezerwy. Owszem, są przepływy między nami i lewicą, ale te rezerwy mamy także wśród niezdecydowanych wyborców. Sądzę, że oni właśnie nas poprą 13 października, bo my jesteśmy siłą, która bierze na siebie główny ciężar walki z PiS - ocenia Jacek Protas.