Pytany o wtorkowe orzeczenie TSUE, które polskiemu Sądowi Najwyższemu pozostawiło ocenę istnienia Izby Dyscyplinarnej powiedział, że według niego chaos zapanowałby w przypadku innego orzeczenia Trybunału - gdyby orzekł, że w jednym kraju członkowskim Unii Europejskiej politycy mogą wybierać radę sądownictwa, a w innym nie.

Według niego byłaby to "równia pochyła" i prosta droga do Europy "nie dwóch, a dwudziestu siedmiu prędkości".

Cieszę się, że nastąpiła refleksja, podobnie, jak mam nadzieję, że na poziomie Komisji Europejskiej taka refleksja nastąpiła - powiedział. Nowe instytucje, nowy rozdział historii, nowe idee, nowe szanse - ocenił.

Podkreślił, że od powstania Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego i Izby Spraw Nadzwyczajnych wydały one już ileś postanowień. Proszę mi pokazać choć jedno postanowienie, które jest upolitycznione. Czy pan chciałby, żeby sędziowie dyscyplinowali sami siebie? - pytał prowadzącego rozmowę Bogdana Rymanowskiego. Czy nie jest normalne, że istnieje jakaś instancja, która pokazuje te patologie, która dyscyplinuje, czyli powoduje, że jakość, że standardy wymiaru sprawiedliwości są wyższe - zastanawiał się premier.

Myślę, że 80 procent, albo nawet 90 procent Polaków odpowiedziałoby twierdząco na tak postawione pytanie - ocenił szef rządu.