Jednym z kłopotów, z którymi musi liczyć się rząd, jest sprzeciw samorządów, których część ani myśli spełnić prośby Poczty Polskiej o dostarczenie jej danych ze spisu wyborców. Bez takich danych, dostarczonych z odpowiednim wyprzedzeniem przed I turą, operator może mieć problem z rozesłaniem ich pod właściwe adresy. A to oznacza, że przygotowania wyborcze może storpedować nie tyle Senat, ile władze lokalne. - ocenia polityk PiS z kręgów rządowych.
Bunt samorządów
Samorządowcy twierdzą, że Poczcie brakuje podstawy, by formułować takie prośby, a na dowód przedstawiają analizy prawne. - przekonuje DGP Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku i szef Unii Metropolii Polskich.
Rzeczniczka Poczty Justyna Siwek odpowiada, że spółka działa na podstawie art. 99 ustawy covidowej z 16 kwietnia. Mówi on o podjęciu przez PP "czynności niezbędnych do przygotowania przeprowadzenia wyborów powszechnych na Prezydenta RP zarządzonych w 2020 roku". Samorządowcy mają świadomość istnienia tego przepisu, ale obstają przy swoim. Wygląda na to, że nie zmienią zdania, dopóki ustawa o głosowaniu korespondencyjnym nie wejdzie w życie. Po pierwsze, art. 102 ustawy z 16 kwietnia chwilowo wyrugował możliwość głosowania zdalnego, więc Poczta i tak nie ma za wiele do roboty. Po drugie, PP stanie się wyznaczonym operatorem pracującym przy wyborach dopiero po wejściu w życie ustawy o wyborach korespondencyjnych.
Efektywność operatora
- zapewnia Justyna Siwek. Poczta dysponuje armią 25 tys. listonoszy, którzy byliby wspierani przez innych pracowników (pakiety wyborcze mieliby roznosić parami). Ludzi raczej nie zabraknie, tym bardziej że odkąd w rozmowach kierownictwa ze związkowcami pojawiły się informacje, że ta praca będzie dodatkowo płatna, zgłaszają się nie tylko chętni listonosze, ale i pracownicy obsługi klienta i administracji. Zarobki wielu pocztowców są bliskie płacy minimalnej. Stawki pozostają niewiadomą; padają kwoty 2 zł brutto za pakiet, ale wiążących ustaleń nie ma.
Nie wiadomo jednak, na co listonosze natrafią w terenie, np. czy wszędzie będą skrzynki, do których da się wrzucić pakiety. Część wyborców nie mieszka pod adresami podanymi w spisach wyborczych, a największy problem stanowi dostarczenie pakietów osobom w kwarantannie i chorym na koronawirusa. Według jednej z rozważanych wersji mają ich obsługiwać odrębne zespoły z dodatkowym zabezpieczeniem (przyłbice, fartuchy ochronne).
Między I a II turą
Problematyczne może się okazać płynne przejście z I do ewentualnej II tury. martwi się nasz rozmówca, znający kulisy prac Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. Z analiz politologa Jarosława Flisa wynika, że po I turze liczenie głosów w tzw. standardzie bawarskim, na który często powołuje się PiS, może potrwać nawet kilkadziesiąt dni. – 45 dni – mówi Flis. – Swoją drogą ciekawe, kto się podejmie takiego zadania za 350 zł, które przysługują członkowi komisji - zastanawia się.
Kłopotliwe może się też okazać zapewnienie ciągłości prac komisji wyborczych, jeśli dojdzie do II tury. Specjaliści z Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych wskazują, że istotne będzie "zidentyfikowanie i wyeliminowanie z dalszych prac członków komisji, którzy ulegli zakażeniu w międzyczasie”. Tymczasem art. 11 ustawy o głosowaniu korespondencyjnym „nie przewiduje wygaśnięcia członkostwa w obwodowej komisji wyborczej w związku z nałożeniem obowiązku izolacji związanej z zakażeniem lub kwarantanny" – podają.
Przebieg wyborów
Nowy sposób głosowania jest wprowadzany w forsownym tempie, bez odpowiedniej kampanii informacyjnej, co uprawdopodabnia pomyłki czy wykluczenie części wyborców, zwłaszcza z zagranicy. Ustawa nakazuje zgłosić konsulowi chęć otrzymania pakietu wyborczego co najmniej 14 dni przed głosowaniem, a sam głos powinien zostać odesłany najpóźniej do godziny kończącej głosowanie w Polsce. Jednak te przepisy wejdą zapewne w życie tuż przed 10 maja, więc mimo deklaracji MSZ, że konsulaty będą wcześniej przyjmować zgłoszenia, duża część Polaków za granicą nie weźmie udziału w wyborach.
Kolejna kwestia dotyczy pomyłek. Wybory w potocznym obiegu funkcjonują jako korespondencyjne, ale głosy nie będą wysyłane tak jak listy. W dniu wyborów wyborcy muszą je wrzucić do specjalnych skrzynek, czyli de facto urn wyborczych. Mają one być wystawione przed dotychczasowymi lokalami wyborczymi i urzędami pocztowymi. Jednak część wyborców zapewne wrzuci głos do najbliższych skrzynek pocztowych. W takim przypadku te głosy zostaną zmarnowane. Osobną kwestią jest transport urn do komisji wyborczych, które będą liczyć głosy. Obecnie urny w lokalach są cały czas pod okiem członków komisji obwodowych. Jeśli nowy sposób pilnowania i dostarczenia ulicznych urn nie będzie transparentny, mogą się pojawić zarzuty, że doszło do złamania prawa wyborczego.
Protesty wyborcze
Kontrowersji już teraz jest tyle, że należy liczyć się z pokaźną liczbą protestów wyborczych. Podstawą wielu z nich może być opinia, którą dla Senatu sporządził konstytucjonalista Ryszard Piotrowski. "Ustawa służy wprowadzeniu głębokiej ingerencji w system wyboru prezydenta, zmieniającej radykalnie znajdującą wyraz w ustawie zasadniczej koncepcję tych wyborów i z tego względu jest w całości niezgodna z art. 127 ust. 1 i art. 128 ust. 2 konstytucj"” – to jedna z zasadniczych konkluzji tej opinii. A jest jeszcze wiele szczegółowych zastrzeżeń, np. o naruszenie tajności głosowania.
"Wyborca, głosujący poza lokalem wyborczym z pomieszczeniem z osłoną, musi sam zagwarantować sobie tajność własnego głosowania", a to w wielu rodzinach może się okazać iluzoryczne. Do tego może wystąpić efekt mrożący, czyli strach wyborcy, że ktoś skojarzy ich oświadczenie z oddanym głosem. "Ustawa - być może wbrew intencjom ustawodawcy - stwarza potencjalny mechanizm nacisku na wyborcę" - podkreśla Piotrowski. Efektem może być także naruszenie zasady równości, bo wyborcy w danej rodzinie mogą głosować zgodnie z poglądami osoby dominującej w tej rodzinie, czyli będzie ona "faktycznym dysponentem więcej niż jednego głosu".
Można się spierać o zasadność takich opinii, ale mogą one być podstawą protestów. – mówi politolog Antoni Dudek. Po wyborach prezydenckich wygranych przez Aleksandra Kwaśniewskiego dotyczyły one kłamstwa w sprawie wyższego wykształcenia elekta. Zdaniem Dudka obecnie skłonna do protestów będzie zwłaszcza PO, której kandydatka ma słabe notowania. Realny jest więc scenariusz jej rezygnacji i wezwania do bojkotu wyborów, a potem próba ich delegitymizacji przez protesty wyborcze.
UODO swoją odpowiedzią pogłębił chaos
Narasta chaos prawny w związku z danymi osobowymi, których przekazania żąda Poczta Polska, aby móc doręczyć pakiety wyborcze. Pierwsze pismo w tej sprawie, wysłane zwykłym e-mailem, nie miało żadnej mocy. Ponowiono je jednak, już z kwalifikowanym e-podpisem. Wiele gmin mimo to zapowiedziało, że nie przekaże danych swych mieszkańców z uwagi na brak podstaw prawnych.
Bezpośrednią podstawą, na którą powołuje się Poczta Polska, ma być art. 99 tzw. tarczy 2.0. Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych w wydanym w piątek oświadczeniu uznał, że poczta ma podstawę prawną, by żądać przekazania jej danych. Jest nią stanowisko PKW skierowane do komisarzy wyborczych, a następnie rozesłane do wszystkich gmin, w którym wskazano, że „podstawą do wydania danych ze spisu wyborców przez gminę może być wniosek podpisany podpisem elektronicznym przez osobę upoważnioną do reprezentowania operatora wyznaczonego”.
– zauważa dr Paweł Litwiński, adwokat w kancelarii Barta Litwiński.
Sławomir Wikariak