Prezydium frakcji Europejskiej Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim wezwało w poniedziałek polski rząd do ogłoszenia stanu klęski żywiołowej i przeprowadzenia zaplanowanych na 10 maja wyborów prezydenckich, gdy ustanie pandemia koronawirusa.

Reklama

Trudno zrozumieć, dlaczego polski rząd jest skłonny do ryzykowania życia i zdrowia Polaków, pracowników poczty oraz osób liczących głosy - czytamy w oświadczeniu. Kierownictwo frakcji EPL podkreśliło, że - dążąc do wyborów 10 maja - koalicja rządząca narusza liczne postanowienia konstytucji i Kodeksu wyborczego.

Europosłowie podkreślali ponadto, że wybory nie są organizowane przez niezależny, apolityczny organ, jakim jest PKW, a zobowiązanie obywateli do umieszczania obok kart do głosowania ankiety z ich nazwiskami i numerami PESEL narusza zasadę tajności oddanego głosu.

Do tego apelu na konferencji prasowej odnieśli się europoseł należącej do Europejskiej Partii Ludowej Platformy Obywatelskiej Andrzej Halicki oraz b. europoseł, poseł Koalicji Obywatelskiej Dariusz Rosati.

Halicki podkreślił, że planowane przez polski rząd wybory prezydenckie są "dalekie od jakichkolwiek standardów demokratycznych", a także są niezgodne z polską konstytucją. Przypominam, że podobne stanowisko przyjęła Rada Europy i OBWE, które nie będzie nadzorować tego procesu, bo będzie go uważać za niedemokratyczny. Mieliśmy także do czynienia z bardzo ostrymi wypowiedziami komisarzy UE, którzy odpowiadają za kwestię praworządności i systemu sprawiedliwości: Very Jourovej oraz Didiera Reyndersa - zaznaczył.

To wszystko wprowadza się do jednej konstatacji: te wybory nie będą przez Europę demokratyczną uznane za właśnie demokratyczne. Narażamy się na to, by mandat wybranego w takich wyborach prezydenta był po prostu bardzo słaby, by w praktyce był persona non grata na europejskich salonach. To ostatni moment i apel do PiS: wycofajcie się z tego szaleństwa - oświadczył Halicki.

Z apelem do rządzących, by "bardzo poważnie" potraktowali ostrzeżenia płynące z Europy, zwrócił się również Rosati. Jak podkreślił, stanowisko przedstawione w oświadczeniu grupy EPL reprezentuje "dominujący pogląd w Europie". Wybory, które przygotowuje PiS, wybory korespondencyjne, ale w istocie wybory pocztowe, nie spełniają żadnych standardów wyborczych, które zostały zaakceptowane prze kraje europejskie - ocenił.

Nie są to wybory bezpośrednie, ponieważ mamy pośredników w postaci listonoszy, nie są to wybory powszechne, ponieważ całe grupy polskich obywateli są wyłączone z możliwości głosowania, nie są to wybory równe, ponieważ kandydaci nie mają możliwości w ogóle prowadzenia kampanii - poza jednym kandydatem, który pokazuje się w telewizji publicznej codziennie. I wreszcie nie są to wybory tajne, ze względu na to, że nie można przeprowadzić kontroli liczenia głosów przez czynniki społeczne - zaznaczył.

Według Rosatiego to "poważna sprawa", zwłaszcza w kontekście toczącej się w Unii Europejskiej dyskusji na temat przyszłej perspektywy finansowej na lata 2021-2027, a także planowanego unijnego programu walki z pandemią. Te dyskusje i te negocjacje przesądzą o tym, które kraje i w jakim zakresie będą miały dostęp do preferencyjnego finansowania - zauważył.

Politycy PiS podkreślają, że wybory prezydenckie powinny odbyć się w maju, bo biorąc pod uwagę konstytucję, nie ma w tej sprawie innej możliwości. "Konstytucyjnie wybory muszą się odbyć. Nie możemy sobie w tej chwili pozwolić na łamanie konstytucji. Każde inne rozwiązanie jest po prostu złym rozwiązanie. Wybory korespondencyjne są możliwe i będą bezpieczne i tylko po prostu jest w tej chwili potrzebna zgoda polityczna i odpowiedzialność polityków, którzy mają w swoich rękach przyszłość Polski" - powiedziała w poniedziałek w radiowej Jedynce europosłanka PiS, była premier Beata Szydło.