Reklama

I dalej nikt pana nie słucha.

Lata mijają, a pani swoje. Przed chwilą dostałem wyniki wyborów prezydenckich z mojego okręgu wyborczego. Z czterech podwarszawskich powiatów, z obwarzanka. W każdym z tym powiatów w wyborach do Senatu wypadłem lepiej w konfrontacji z Konstantym Radziwiłłem niż Rafał Trzaskowski w rywalizacji z Andrzejem Dudą.

Znowu to pana ego. To znaczy, że to pan powinien być kandydatem opozycji na prezydenta?

Przecież nie o tym mówię. Wybory parlamentarne z 2019 r. są tylko dowodem na to, że umiem prowadzić kampanię wyborczą.

A Trzaskowski nie umie? To pan chce powiedzieć?

Nie o samego Trzaskowskiego mi chodzi. Ale popełniono błędy w tej kampanii. I należy je wytykać, a także mówić, którzy opozycyjni politycy mogli poprzeć go bardziej, a tego nie zrobili. Zastanawiać się, kto do kogo zadzwonił, a kto nie. Kiedy startowałem do Senatu, to nie miałem problemu z tym, by prosić różnych ludzi o wsparcie. Poprosiłem i Leszka Balcerowicza, i Aleksandra Kwaśniewskiego. Zgodzili się, bo ich o to pokornie poprosiłem. A jeśli ja się dowiaduję, że ktoś, kto się ubiega o prezydenturę, w drugiej turze wyborów ma problem z tym, by skontaktować się z niedawnymi konkurentami, to o czym to świadczy?

Do kogo Trzaskowski nie zadzwonił?

Ludzie ze sztabu tłumaczyli, że nie było czasu na telefon do Roberta Biedronia.

Bo warszawska duma im nie pozwalała?

Nie wiem, zostawmy to.

Nie zostawiajmy, bo to ważne.

OK. W tym tkwi istota problemu, ale nie Trzaskowskiego, nawet nie PO, tylko całej opozycji.

Duma?

Elitarność, warszawskość, przekonanie, że rządzenie nam się należy. Jeżeli opozycja nie odejdzie od myślenia, że PiS jest wybrykiem historii, który przydarzył się w normalnych dziejach naszego kraju, którym w zasadzie powinniśmy rządzić, to nic nie wyjdzie z jej starań. Przecież tu, po stronie opozycji, większość o PiS myśli, że to barbarzyńcy, którzy nam trochę zburzyli świat, ale już za chwileczkę, za momencik wszystko wróci do normy. Nie wróci. Władza PiS nie jest wybrykiem, tylko wynika z woli narodu. I na ten naród można się albo obrazić, albo go zrozumieć i zacząć rozmawiać z nim jego językiem. No, ale jeśli cały czas internet opozycyjny pełny jest obrazków świni wrzucającej głos do urny...

Reklama

PO nie rozumie wyborców drugiej strony?

Traktuje ich jak świnie. Po prostu. A nasze społeczeństwo się nie zmieniło i się nie zmieni. Zawsze takie było. Po 1989 r. miało już trzykrotnie możliwość zbuntowania się przeciwko elitom. I to w bardzo bezpieczny sposób. Lech Wałęsa kontra Tadeusz Mazowiecki w wyborach prezydenckich w 1990 r. był buntem zwykłej Polski przeciwko Polsce elitarnej. Pięć lat później Polska ludowa poparła Kwaśniewskiego przeciwko Wałęsie, który wtedy był dla niej kandydatem warszawskiej elity. Rozmawiałem wówczas z jednym z warszawskich biskupów, nieżyjącym już teraz, który zapytał, czy ja wiem, dlaczego Kwaśniewski wygrał. I od razu mówi, że z prostego powodu, bo Polacy nie lubią Żydów. Myślę sobie, ryzykowna teza, zwłaszcza że Radio Maryja cały czas wtedy nadawało, że Kwaśniewski to Żyd. A biskup na to, że przecież Żydzi w Warszawie poparli Wałęsę, a to tych Żydów Polacy nie lubią. Chwała Bogu, że wtedy polski bunt przeciwko elitom miał twarz Kwaśniewskiego. I ten bunt został skumulowany przez partię, przez SLD, która w końcu wprowadziła nas do NATO i do Unii Europejskiej. Szczęścia zabrakło w 2015 r., kiedy bunt przeciwko elitom został skonsumowany przez bardzo cyniczną partię polityczną, która konsekwentnie obrasta w tłuszczyk przy gremialnej współpracy opozycji.

CZYTAJ WIĘCEJ w eDGP >>>